W ostatnich tygodniach dolar drożał i za euro płacono wczoraj już tylko 1,1909 USD. Po lekkim spadku notowań na początku roku waluta USA odbiła się i już jest prawie tak samo mocna, jak na koniec grudnia. Wówczas euro kosztowało 1,1833 USD.
Zeszły rok stał pod znakiem dolara. Wbrew przewidywaniom instytucji takich jak Citigroup, UBS czy Merrill Lynch, umocnił się do jena i euro aż o 14%. "Zielonemu" sprzyjała seria podwyżek oprocentowania przez Rezerwę Federalną, która w ciągu dwudziestu miesięcy wywindowała główną stopę z 1% do 4,5%. Amerykańskie aktywa stały się przez to atrakcyjniejsze dla inwestorów z zagranicy i popyt na dolary był wysoki.
Teraz jednak cykl zacieśniania polityki pieniężnej w Stanach zbliża się ku końcowi. Z notowań kontraktów terminowych wynika, że najprawdopodobniej stopy wzrosną jeszcze tylko dwukrotnie - na marcowym i majowym posiedzeniu Fedu.
Są dwie szkoły prognozowania kursów dolara: część analityków bierze przede wszystkim pod uwagę zmiany stóp procentowych, a pozostali koncentrują się głównie na ogromnym amerykańskim deficycie na rachunku obrotów bieżących. Dotąd oba podejścia skutkowały odmiennymi prognozami. Teraz, gdy koniec cyklu podwyżek stóp jest tuż-tuż, wśród analityków zapanowała niemal jednomyślność.
Ze średnich prognoz 53 ekspertów (analityków, inwestorów i brokerów) z największych instytucji działających na rynku walutowym, których przepytała agencja Bloomberga, wynika, że w tym roku dolar straci do euro blisko 6%. Za jednostkę wspólnej waluty trzeba będzie płacić 1,26 USD.