W marcu 2004 roku dużą popularnością wśród uczestników rynku walutowego cieszyła się piosenka "Eurozłoty po 5 złoty". Jedni śpiewali ją na całe gardło, inni tylko po cichutku nucili pod nosem, ciężko oddychając. Zbliżanie się kursu EUR/PLN do magicznego poziomu 5,00 przez eksporterów było istnym darem bożym, który pozwalał im nie tylko na zwiększanie produkcji, ale przede wszystkim na osiąganie znacznych przychodów. W odwrotnej sytuacji pozostawali importerzy, dla których wzrost kursów oznaczał spadek rentowności. Po dokładnie dwóch latach sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Kurs EUR/PLN spadł prawie o 25%, stawiając eksporterów w niezmiernie trudnej sytuacji. Jednocześnie prognozy na kolejny rok nie mogą napawać optymizmem, ponieważ zakłada się, że w grudniu za euro możemy płacić jedynie 3,50 zł. Co w takiej sytuacji powinien zrobić przedsiębiorca eksportujący swoje towary? Zabezpieczyć swoją przyszłą ekspozycję, aby przynajmniej w części zneutralizować ryzyko umocnienia złotego. Wiele firm nauczonych doświadczeniem ostatnich lat z powodzeniem stosuje instrumenty zabezpieczające, traktując je jako nieodzowny ele-ment efektywnego zarządzania przedsiębiorstwem. Niestety, cały czas w rozmowach z eksporterami spotykam się z tezą, że zabezpieczenie jest zbyt drogie, dlatego nie jest stosowane przez firmę. Osoby wyrażające taki pogląd zazwyczaj nie są jednak w stanie wyjaśnić, co rozumieją przez koszt zabezpieczenia. Czy jest to premia płacona za zakup opcji, marża na transakcjach zerokosztowych czy koszt pieniądza ulokowanego w formie depozytu zabezpieczającego?
Wykorzystując opcje kurs realizacji ustalamy na minimalnym akceptowalnym przez firmę poziomie, a premię traktujemy jako składkę ubezpieczeniową za wykupienie polisy, która ochroni nas w przypadku spadku kursu poniżej ustalonego poziomu. W przypadku transakcji terminowych czy zerokosztowych struktur wykorzystujących opcje walutowe, firma może wykorzystać dużą konkurencję na rynku międzybankowym do negocjacji marży banku. Ofertę rynkową warto sprawdzić również w przypadku wymaganego zabezpieczenia i poszukać banku, który zgodzi się przyznać nam linię kredytową pod transakcje zabezpieczające naszą pozycję walutową. Zanim to wszystko zrobimy, musimy jednak zmienić nasz tok myślenia, odrzucając przekonanie, że zabezpieczanie jest dla nas nieopłacalne. Najlepiej zacząć od zbadania wrażliwości naszego wyniku finansowego na zmiany kursu, a następnie sprawdzić, w jakim stopniu zastosowanie różnych transakcji zabezpieczających wpłynęłoby na jego zmianę. Załóżmy, że na początku roku, w obawie o spadek kursu EUR/PLN, przedsiębiorca zdecydował się na zakup opcji sprzedaży o nominale 100 tys. euro, wygasającej 9 lutego z kursem realizacji 3,80, płacąc premię w wysokości ok. 2 tys. złotych. Spadek kursu w tym okresie wyniósł 7 groszy, co dla firmy nie korzystającej z zabezpieczenia oznacza stratę ponadtrzykrotnie wyższą od kosztu "ubezpieczenia". Liczby mówią same za siebie, czy zatem zabezpieczanie ryzyka walutowego jest zbyt drogie?
Doradca ds. ryzyka walutowego
WGI Dom Maklerski