W drugiej połowie XIX wieku w kilku południowych stanach Ameryki została opatentowana liczba PI. Dokładniej opatentowano to, że stosunek obwodu koła do jego średnicy wynosi... 4. To nie żart - nastąpiła wówczas swoista kwadratura koła. Wniosek patentowy został złożony przez dość prominentnego senatora i stosunkowo szybko uzyskano odpowiednią ochronę patentową.
W obecnych czasach taka informacja może wywoływać duże zdziwienie. Pamiętajmy jednak, że wiedza przyrodnicza oraz kultura prawna od tego czasu znacząco się zmieniły. Warto przypomnieć, jakie batalie sądowe toczyli wówczas zwolennicy teorii ewolucji Darwina o to, by móc ją wykładać w szkołach i na uczelniach.
Patent mógł się okazać źródłem bogactwa. Metalowa obręcz założona na koła wozów, długość pasa transmisyjnego to tylko niektóre miejsca, gdzie musiał być używany. Inżynier, chcąc wyliczyć liczbę zużytego materiału, policzyłby to dokładnie. Ale przedsiębiorca za jakąś licencję musiałby i tak zapłacić. A później - razem z pojawieniem się kolei i motoryzacji - zyski byłyby niewyobrażalne. Stało się inaczej. Przemysłowcy zaskarżyli decyzję urzędu patentowego do sądu i po emocjonującej batalii, w której w roli rzeczoznawców występowali profesorowie matematyki, spowodowali uchylenie ochrony patentowej.
Liczba PI nie ma istotnego znaczenia dla inwestorów giełdowych. Pojawia się jedynie w filmie Darrena Aronofskiego, zatytułowanym właśnie "Pi". Bohaterem filmu jest młody matematyk, który analizując właściwości tej liczby przewiduje zmiany cen na giełdzie. Nie zdążył, niestety, tego wykorzystać i na tym zarobić.
Inwestorów stosujących analizę techniczną fascynuje zupełnie inna liczba. W przybliżeniu wynosi ona 1,618. Powszechnie stosowana jest także jej odwrotność - w przybliżeniu 0,618. Stosowana jest w teorii fal Elliotta. I tam jej pierwiastki, kwadraty i wielokrotności określają zasięgi zmian cen i notowań. Wszyscy wiemy, że jest to liczba Fibonacciego, określająca proporcje występującego w przyrodzie "złotego podziału".