Dziennikarze, którzy przedarli się przez najnowszy projekt budżetu Departamentu Spraw Wewnętrznych, uderzyli na alarm. Z dokumentu wynika, że administracja zezwoli spółkom naftowym i gazowym na wydobycie surowca, głównie w rejonie Zatoki Meksykańskiej, o łącznej wartości 66 mld USD w ciągu najbliższej pięciolatki. I to bez pobierania opłat za dostęp do złóż znajduących się na terenach lub wodach terytorialnych kontrolowanych przez rząd federalny. Ulga, tzw. royalty relief, ma obowiązywać do 2011 r. i zwiększy zyski koncernów o 7 mld USD. To jeden z największych prezentów w historii USA, jakie otrzymały koncerny naftowe, takie jak Shell, BP, ExxonMobil i Chevron, które i tak od lat, dzięki drogiej ropie, przynoszą inwestorom rekordowe zyski.
Ulgi na eksploatację ropy i gazu na ziemiach kontrolowanych przez rząd zaczęły obowiązywać w 1996 r. Celem ich wprowadzenia było zachęcenie spółek naftowych do eksploatacji surowca w okresie, gdy na rynku utrzymywały się niskie ceny. W momencie uchwalania ustawy za baryłkę ropy płacono 18 USD (obecnie około 60 USD). Niewielkie stosunkowo sumy rozrosły się z czasem do ogromnych kwot, co zaczęło wzbudzać niepokój nawet republikańskich senatorów, którzy jeszcze kilka lat temu opowiadali się za przywilejami dla koncernów naftowych. We wtorek kilku członków Kongresu zaczęło wzywać do zlikwidowania ulgi.
W ubiegłym roku Senat przegłosował jednorazowy podatek od zysków spółek naftowych, który miał przynieść budżetowi 5 mld USD, ale Izba Reprezentantów najprawdopodobniej zablokuje ten projekt. Sprzeciwia się mu też administracja George'a W. Busha.
Nowy Jork