Ostatnie sesje przyniosły powrót wzrostu na rynkach zagranicznych. Od dwóch tygodni silnie zwyżkują amerykańskie indeksy, a w zeszłym tygodniu do zwyżki dołączyły się również rynki środkowoeuropejskie. Na razie jednak i w jednym i drugim przypadku trudno jednoznacznie opowiedzieć się za powrotem trendu lub kontynuacją wcześniejszych spadków.
Sytuacja na amerykańskim rynku jest niejednoznaczna. Od dwóch tygodni główne indeksy giełdowe silnie zwyżkują. S&P 500 przełamał niedawno górne ograniczenie krótkoterminowego kanału spadkowego, a DJIA szczyt z początku stycznia. Nieco gorzej zachowuje się jedynie Nasdaq, który cały czas znajduje się poniżej lokalnego maksimum z przełomu stycznia i lutego. Zarazem średnioterminowe oscylatory nadal są stosunkowo silnie wykupione, co sugeruje kontynuację spadków. Pierwszym sygnałem przemawiającym za nimi byłoby zejście S&P 500 poniżej 1275 punktów. Na razie jednak w krótkim terminie indeks bez większych przeszkód może zwyżkować nawet w okolicę 1305 punktów. Wydaje się, że obecnie najbezpieczniej będzie zatem pozostać poza rynkiem, do czasu wyklarowania się sytuacji.
Niestety, podobnie jak za oceanem, sytuacja na rynkach środkowoeuropejskich nie jest do końca jasna. Połowa stycznia przyniosła silny wzrost na wszystkich rynkach regionu. Indeksy opuściły konsolidacje, a na ich wykresach pojawiła się seria długich białych świec. Zdecydowanie najsilniej zwyżkował PX50 i BUX. Pierwszy ustanowił historyczne maksimum, a drugi doszedł w okolicę szczytu z przełomu września i października ubiegłego roku. Nieco słabiej wypadł WIG, który nie zdołał przełamać lokalnego maksimum z końca stycznia. W tej chwili trudno zdecydowanie porzucić scenariusz spadkowy i uznać ostatnie sesje za powrót trendu. W długim terminie sytuacja nie zmieniła się diametralnie, rynki nadal są silnie wykupione, a potencjał wzrostowy wydaje się mocno ograniczony. Zarazem jednak, ich ostatnie zachowanie stawia pod znakiem zapytania sam moment rozpoczęcia bessy.