Z teorii Dowa, która stanowi bazę dla nowoczesnej analizy technicznej, wynika, że nie istnieje wiarygodna metoda prognozowania, do jakiego poziomu dotrą ceny ani w jakim czasie to się stanie. Dow uważał, że w krótkim terminie rynek może podlegać manipulacjom - m.in. z tego powodu próba określenia kierunku w perspektywie krótkoterminowej jest obarczona największym marginesem błędu. Przez ponad sto lat rynki znacznie jednak się zmieniły, przekształceniu uległa także analiza techniczna. Pojawiły się metody wyznaczania poziomów, do których mogą dotrzeć ceny. Mając świadomość wszystkich ograniczeń, spróbujmy ocenić, dokąd dotrzeć powinna zapoczątkowana w styczniu korekta i czy poziom ten został osiągnięty. Wtedy być może wyjaśni się, dlaczego ceny akcji największych spółek nie rosły zbyt szybko w ostatnich dniach.
Na ostatniej sesji stycznia doszło do przełamania najszybszej linii trendu, obejmującej tylko ostatnią falę wzrostową. Jedna z reguł analizy technicznej (AT) mówi, że poniżej linii trendu wykres kursu powinien przebyć taki sam dystans, na jaki oddalił się od niej w ostatniej fali wzrostowej. W tym wypadku wyglądałoby to w ten sposób, że odległość między wierzchołkiem z 25 stycznia i linią trendu odmierzamy w dół od punktu, w którym wsparcie to zostało przełamane. Otrzymujemy 2660 pkt. Tymczasem najniższy punkt (w cenach zamknięcia) korekta osiągnęła 3 lutego, kiedy WIG20 miał 2760 pkt. Do wyznaczonego poziomu zabrakło jeszcze 4%.
Nie ma podaży
Czy to znaczy, że przed powrotem hossy czeka nas jeszcze przynajmniej jedna fala spadkowa, która sprowadzi indeks poniżej 2750 pkt? Z punktu widzenia AT taki scenariusz jest prawdopodobny, choć nie oczekuję, że zostanie wyliczony wcześniej zasięg spadku. Być może korekta spełni swoją rolę, wydłużając się w czasie, ale nie zwiększając już skali spadku.
Jest też inny scenariusz, dla posiadaczy akcji znacznie bardziej optymistyczny. Zdaniem J. Schwaggera, sytuacja, w której notowania konsolidują się tuż poniżej szczytu, jest objawem silnego rynku. Sugeruje bowiem, że nie ma podaży, która może zepchnąć kursy niżej. Gdyby przy tych poziomach cenowych byli zainteresowani sprzedażą, już by się ujawnili, nie czekając, aż wykres osiągnie nowe maksimum. Z punktu widzenia inwestorów, którzy kupili akcje, powiedzmy w zeszłym roku, nie ma chyba większego znaczenia, czy pozbędziemy się papierów, kiedy WIG20 ma 2900 czy 2950 pkt. Co więcej, obecną sytuację na WIG20 można sklasyfikować jako połączenie dwóch formacji - prostokąta i flagi. I znów odwołajmy się od Schwaggera - flaga poniżej górnego ramienia prostokąta to wskazówka, że rynek jest silny. Wybicie górą powinno skutkować istotnym ruchem na północ, w trakcie którego poziom 3 tys. punktów zostanie daleko z tyłu. Słabym punktem tego scenariusza jest wolumen - pod koniec budowania flagi powinien być bardzo niski, tymczasem w środę był wyższy niż we wtorek i ponownie wzrósł w czwartek. Te zastrzeżenia sprawiają, że bliższy jest mi scenariusz, zakładający przedłużenie konsolidacji niż dynamicznego wybicia górą.