Miniony tydzień przyniósł ostateczne pokonanie oporu, jaki na przełomie stycznia i lutego powstał za sprawą długiego czarnego korpusu. Tamta wyprzedaż została zniesiona prawie w całości. Gdyby ta sztuka powiodła się w odniesieniu do styczniowego szczytu, wówczas spoglądać moglibyśmy w stronę pułapu wstęgi i górnego ograniczenia
9-miesięcznego kanału hossy na 3050-3100 pkt.
Przed wczorajszą sesją można jednak było powątpiewać w zdolność kontraktu do kontynuacji silnego tempa wzrostu. Znajdujący się w sąsiedztwie wykresu pochodnej pułap wstęgi Bollingera oraz fakt, iż grającym na zwyżkę nie udało się sforsować wewnętrznej linii trendu oddzielającej wykres od szczytu hossy z stycznia, osłabiały byczą wymowę piątkowej białej świecy. Tym samym podana została w wątpliwość koncepcja figury kontynuacyjnej, która na wykresie godzinowym przyjęła sugestywną formę proporca. Zgodnie z tym scenariuszem rynek musiałby niemal z marszu przełamać szczyt hossy - dopiero wówczas można by oczekiwać na powtórkę z połowy lutego i powielenie blisko 200 pkt drzewca ww. formacji. Kupującym pozostawało liczyć na to, że potencjał nagromadzony przez tydzień w trakcie nużącej konsolidacji wystarczy do tego, by początek nowego tygodnia upłynął pod znakiem wzrostu. Nie zawiedli się, choć wzrost o 0,5% nie przesądza o sukcesie w starciu z poziomem 3000 pkt i nie eliminuje ww. zagrożeń.
Dokąd uda się pochodna po poniedziałkowym odpoczynku, który na wykresie dziennym przybrał formę szpulki doji? Sądząc z przebiegu wskaźników średnioterminowych parcie na pułap wstęgi będzie postępowało. Szybkie wskaźniki w dalszym ciągu skutecznie unikają wygenerowania sygnałów sprzedaży.