Zwykle komunikat o wysokości stóp procentowych jest publikowany przez NBP we wczesnych godzinach popołudniowych. Wczoraj niedługo przed 15.00 biuro prasowe banku dopiero podało, że comiesięczna konferencja po posiedzeniu rady opóźni się. Wtedy nie było jeszcze wiadomo, o ile. Na informację o obniżce stóp procentowych trzeba było poczekać jeszcze ponad godzinę, a na konferencję prezesa Leszka Balcerowicza - dwie godziny.

Tak długo obecna rada nie zastanawiała się jeszcze nigdy. Nawet w pierwszych latach istnienia RPP - gdy prezesem NBP była Hanna Gronkiewicz-Waltz, a decyzje były ogłaszane na popołudniowych spotkaniach z dziennikarzami. - Późna pora ogłoszenia decyzji świadczy o tym, że nie była ona dla rady łatwa. W RPP przeważył jednak pogląd, że jeszcze przez dłuższy czas w Polsce będzie się utrzymywać niska inflacja - stwierdził Wojciech Kuryłek, główny ekonomista Kredyt Banku.

Nie tylko członkom rady wypracowanie wspólnego stanowiska nie przyszło łatwo. Podobnie było z analitykami, którzy podzielili się na dwa niemal równe obozy - przewidujących cięcie i tych, którzy się go nie spodziewali. W tej sytuacji trudno było przewidywać reakcję rynku. Inwestorzy uznali, że można liczyć na kolejne cięcia i w kilkadziesiąt minut euro straciło na wartości jeden grosz - osłabiło się do 3,775 zł. Potem nastąpiło jednak odreagowanie.

Piotr Bielski, ekonomista Banku Zachodniego WBK, zwrócił uwagę na spadek notowań kontraktów FRA - rynkowych przewidywań co do wysokości stóp procentowych. Po decyzji RPP straciły one kilka punktów bazowych. Rynek dawał 50-proc. prawdopodobieństwo, że w perspektywie trzech miesięcy czeka nas kolejna obniżka stóp procentowych.

W komunikacie po posiedzeniu RPP stwierdziła, że aprecjacja złotego i niższa od oczekiwań inflacja w styczniu "zwiększają prawdopodobieństwo, że w 2006 r. inflacja może kształtować się poniżej poziomu przewidywanego w styczniowej projekcji". NBP przewidywał wówczas, że do końca przyszłego roku inflacja będzie poniżej 2,5%, czyli poziomu celu RPP.