Dziś komisarz Unii Europejskiej ds. polityki gospodarczej i pieniężnej Joaquín Almunia zaprezentuje ocenę najnowszych projekcji stanu finansów publicznych (tzw. programów konwergencji), przedłożonych przez Polskę i Niemcy. Zawirowanie wyborcze sprawiło, że oba kraje przygotowały te dokumenty najpóźniej z całej Unii.

Komisja wytknie zapewne Polsce zbyt wolne zmniejszanie deficytu sektora rządowego. Zgodnie z traktatem z Maastricht, nie powinien on przekraczać 3% PKB. Tymczasem na koniec 2007 r. rząd prognozuje deficyt rzędu 4,1% PKB przy założeniu wyłączenia OFE poza sektor rządowy. W odwrotnym wariancie - o co zabiega resort finansów - polski deficyt wyniesie 2,2% PKB.

Projekcja deficytu na 2008 r. (3,7% PKB) również przekracza ustalony w traktacie poziom. J. Almunia dał więc do zrozumienia już w ubiegły piątek, że Komisja może rekomendować Radzie UE podjęcie dalszych kroków w ramach procedury nadmiernego deficytu. Komisarza nie przekonały zapewnienia polskich posłów wizytujących Brukselę w ubiegły wtorek, że naszym "celem jest spełnienie przez Polską kryteriów z Maastricht bez przesądzania decyzji co do wspólnej waluty". - Zaniepokojony jestem polityką gospodarczą Polski w perspektywie średnioterminowej - przyznał.

Po kilkakrotnych ostrzeżeniach Bruksela ma prawo zmusić Polskę do publikowania informacji o problemach z deficytem do listów emisyjnych obligacji rządowych, a nawet nakazać wpłatę depozytu (0,2% PKB plus jedną dziesiątą różnicy między deficytem a wartością 3% PKB).

Sankcje to jednak odległa perspektywa. - Program konwergencji znany jest już od stycznia, wstępne reakcje Komisji także. Pamiętajmy, że Polska nie jest jedynym krajem, który ma kłopoty z wymogami Unii - tłumaczy Juliet Sampson, ekonomistka HSBC.