Na samym początku piątkowej sesji WIG20 kontynuował odbicie z dwóch poprzednich dni. Po paru minutach nastroje jednak się pogorszyły i rozpoczął się spadek. W ostatniej godzinie notowań sytuacja ponownie się odwróciła, dzięki czemu indeks nadrobił większość początkowych strat. Na wykresie dziennym powstała formacja młota. Jej dolny knot wypadł niemal dokładnie na linii trendu wzrostowego, przechodzącej przez dołki z 10 października oraz 16 i 28 lutego.

Odbicie pod koniec piątkowej sesji można uznać za jej czwarte potwierdzenie. Fakt, że linia zadziałała i spowodowała pojawienie się młota ma pozytywną wymowę i pozwala spodziewać się w najbliższej przyszłości ataku na opór wyznaczony przez wtorkową lukę bessy. Z drugiej strony, jednak trudno nie zauważyć, że pomiędzy kolejnymi odbiciami od linii upływa coraz mniej czasu. Wynika z tego, że impulsy wzrostowe następujące po każdym testowaniu linii są coraz słabsze. Jeśli ta tendencja się utrzyma, to spodziewany atak na lukę bessy zakończy się niepowodzeniem i po krótkim czasie nastąpi kolejny test linii. Tym razem szanse na jej przełamanie byłyby większe. Jeśli przełamanie faktycznie nastąpi, to potencjał spadkowy, wynikający z niego, można oszacować, odkładając amplitudę wahań nad linią od punktu jej przecięcia. Daje to poziom około 2600 pkt. Po drodze znajduje się wsparcie, ustanowione przez dwa dołki z pierwszej połowy lutego na poziomie 2754 pkt. Jest to jednocześnie szyja formacji podwójnego szczytu. Przełamanie tego poziomu oznaczałoby dopełnienie formacji, a z jej wysokości można oszacować zakres spadku na około 2550 pkt, czyli około 50 pkt poniżej poziomu, wynikającego z ewentualnego przełamania linii.

Pomiędzy tymi wartościami znajduje się wsparcie ustanowione przez szczyt z 4 października (2573 pkt). Wynika z tego, że jeśli sprawy pójdą źle, to korekta powinna zakończyć się w przedziale 2550-2600 pkt. Optymistyczny scenariusz nie jest już tak klarowny. Przełamanie wtorkowej luki bessy i ustanowienie kolejnego rekordu byłoby pozytywnym sygnałem, ale o dość ograniczonej wiarygodności. Dopiero przedłużenie konsolidacji mogłoby pozwolić na utworzenie wiarygodnej bazy dla przyszłych zwyżek.