Reklama

Kilka tygodni korekty

Główne indeksy warszawskiej giełdy mogą jeszcze spaść o kilkanaście procent, a wyprzedaż akcji potrwać kilka tygodni. Zabezpieczeniem przed głęboką korektą są wpływy do funduszy inwestycyjnych oraz silne fundamenty gospodarki - uważają specjaliści.

Publikacja: 09.03.2006 06:52

We wtorek, drugi dzień z rzędu, spadały ceny akcji na GPW. WIG20 stracił 2,6%, a WIG 1,9%. - Nie sądzę, aby ta korekta trwała dłużej niż kilka tygodni. Główne indeksy mogą jeszcze spaść o kilka do kilkunastu procent - uważa Błażej Bogdziewicz, zarządzający z BZ WBK AIB Asset Management. - Obecna korekta na pewno będzie głębsza od tych, które miały już miejsce w tym roku i trwały najwyżej kilka dni. Myślę, że spadki mogą być kontynuowane jeszcze przez 2-3 tygodnie. Może to spowodować odwrócenie trendu wzrostowego obserwowanego od października zeszłego roku. Nie spodziewam się jednak zakończenia 3-letniej hossy - mówi Jarosław Niedzielewski, zarządzający z DWS. Jego zdaniem, w najbliższych tygodniach WIG20 może spaść do ok. 2600-2600 pkt, czyli jeszcze o ok. 4-6%.

Globalne załamanie

W opinii zarządzającego, o poważniejszym charakterze obecnej korekty przesądza to, że objęła ona nie tylko rynek akcji, ale również obligacje i złotego. Na dodatek wyprzedaż ma miejsce nie tylko w Polsce, ale także na innych emerging markets. Marcin Jabłczyńki, analityk CA IB Securities, oczekuje jeszcze spadku głównych indeksów o ok. 10%. - Już przy obecnych poziomach kursy niektórych spółek stały się atrakcyjne - przekonuje. Chodzi o telekomy, branże IT i spółki przemysłowe.

Główny powód ucieczki kapitału z emerging markets to podwyżki stóp w USA i Eurolandzie. W efekcie międzynarodowe fundusze inwestycyjne przenoszą pieniądze na rynki uważane za najbezpieczniejsze. - Inwestorzy nie znaleźli też inspiracji do zakupu w wynikach polskich spółek za IV kwartał - mówi M. Jabłczyński.

TFI dokupują akcji

Reklama
Reklama

Zarządzający z DWS zwraca jednak uwagę, że skutki tej fali wyprzedaży dla Polski mogą być mniej dotkliwe niż dla innych krajów naszego regionu, np. Czech czy Węgier. Wynika to z dużego napływu pieniędzy na nasz rynek ze strony funduszy inwestycyjnych. Według Analiz Online, tylko w lutym TFI ulokowały na GPW prawie 1,1 mld zł (kolejne 216 mln zł dołożyły OFE). Udział TFI w kapitalizacji giełdy wzrósł do nowego rekordowego poziomu 4,5% (dla OFE 6,9%). Fundusze agresywne, lokujące na giełdzie prawie całość pieniędzy pozyskanych od inwestorów, zanotowały w zeszłym miesiącu największą, spośród wszystkich strategii, dynamikę aktywów. W IV kwartale ub.r. fundusze inwestycyjne zainwestowały na GPW rekordową kwotę 3,2 mld zł.

Nie ma paniki

Drugi dzień spadków na warszawskiej giełdzie na razie nie spowodował odwrotu inwestorów od funduszy akcji. - Pieniądze cały czas płyną, głównie do funduszy zrównoważonych - mówi Adrian Adamowicz, dyrektor sprzedaży w Pioneerze. Jego zdaniem, korekta - nawet głębsza - na GPW nie powinna odstraszyć klientów funduszy. - Do tego byłaby potrzebna recesja w gospodarce - twierdzi specjalista. Według Sebastiana Buczka, wiceprezesa ING, wstrzymanie napływu nowych wpłat do funduszy akcji mogłoby nastąpić po spadku rynku przekraczającym 10%. - Do tego, aby klienci zaczęli wycofywać pieniądze, potrzebna jest kilkumiesięczna korekta - dodaje. Niektóre TFI, np. DWS, podjęły jednak decyzję o zredukowaniu zaangażowania swoich funduszy w akcje.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama