We wtorek, drugi dzień z rzędu, spadały ceny akcji na GPW. WIG20 stracił 2,6%, a WIG 1,9%. - Nie sądzę, aby ta korekta trwała dłużej niż kilka tygodni. Główne indeksy mogą jeszcze spaść o kilka do kilkunastu procent - uważa Błażej Bogdziewicz, zarządzający z BZ WBK AIB Asset Management. - Obecna korekta na pewno będzie głębsza od tych, które miały już miejsce w tym roku i trwały najwyżej kilka dni. Myślę, że spadki mogą być kontynuowane jeszcze przez 2-3 tygodnie. Może to spowodować odwrócenie trendu wzrostowego obserwowanego od października zeszłego roku. Nie spodziewam się jednak zakończenia 3-letniej hossy - mówi Jarosław Niedzielewski, zarządzający z DWS. Jego zdaniem, w najbliższych tygodniach WIG20 może spaść do ok. 2600-2600 pkt, czyli jeszcze o ok. 4-6%.
Globalne załamanie
W opinii zarządzającego, o poważniejszym charakterze obecnej korekty przesądza to, że objęła ona nie tylko rynek akcji, ale również obligacje i złotego. Na dodatek wyprzedaż ma miejsce nie tylko w Polsce, ale także na innych emerging markets. Marcin Jabłczyńki, analityk CA IB Securities, oczekuje jeszcze spadku głównych indeksów o ok. 10%. - Już przy obecnych poziomach kursy niektórych spółek stały się atrakcyjne - przekonuje. Chodzi o telekomy, branże IT i spółki przemysłowe.
Główny powód ucieczki kapitału z emerging markets to podwyżki stóp w USA i Eurolandzie. W efekcie międzynarodowe fundusze inwestycyjne przenoszą pieniądze na rynki uważane za najbezpieczniejsze. - Inwestorzy nie znaleźli też inspiracji do zakupu w wynikach polskich spółek za IV kwartał - mówi M. Jabłczyński.
TFI dokupują akcji