Wczorajsza sesja na Wall Street rozpoczęła się od niewielkiego wzrostu głównych indeksów. Należy to zapisać na plus amerykańskim bykom, gdyż dane makro nie sprzyjały kupnie akcji.
Przed sesją Departament Handlu USA opublikował dane o bilansie handlu zagranicznego. W styczniu deficyt handlowy wzrósł do rekordowego poziomu 68,5 mld USD, z 65,1 mld USD w grudniu 2005 roku (po korekcie z 65,7 mld USD). Opublikowane dane były wyższe nawet od górnego przedziału oczekiwań, który wynosił 68 mld USD (dolny to 64 mld USD) i o 2 mld USD przekroczyły średnią rynkowych prognoz.
Wzrost deficytu to głównie zasługa rosnącego importu (wzrost o 3,5%), przy nieco mniejszym wzroście eksportu (2,5%). I być może tylko dzięki takiej a nie innej strukturze bilansu, rekordowy deficyt nie wywołał ani wyprzedaży akcji, ani też dolara.
Sytuacja techniczna na Nasdaq Composite i S&P500 od ponad trzech miesięcy praktycznie się nie zmienia. Rynek technologiczny pozostaje w stabilizacji między 2200 i 2390 pkt, natomiast indeks szerokiego rynku leniwie porusza się do góry w kanale wzrostowym. Wyjątkiem jest Średnia Przemysłowa Dow Jones, która w połowie lutego wybiła się górą z trzymiesięcznej formacji diamentu, co, przynajmniej teoretycznie, powinno zaowocować wzrostem do 11300 pkt.
Powyższe wykresy łączą dwa elementy. Na wszystkich pojawiły się ostrzeżenia (np. negatywne dywergencje) przed możliwością zakończenia, obecnie bardzo ospałego, trendu wzrostowego. Jednak na wszystkich też brak jest jednoznacznych sygnałów sprzedaży. I ten drugi element jest podstawową przeszkodą, żeby już obecnie prognozować załamanie koniunktury.