Reklama

Słabe perspektywy

Przebieg dwóch poprzednich fal wzrostowych na amerykańskim rynku daje nadzieję na bliskie zakończenie trwającej od trzech miesięcy konsolidacji indeksu S&P 500. Umacnia je tworząca się na wykresie największych spółek technologicznych - Nasdaq100 - formacja głowy z ramionami.

Publikacja: 11.03.2006 07:35

Pogorszenie koniunktury w Stanach Zjednoczonych grozi wzmocnieniem wyprzedaży na rynkach wschodzących.

Od wyznaczenia przez amerykański rynek ostatniego dołka w październiku 2005 r. minęło już ponad 90 sesji. Przebieg notowań S&P 500 w tym czasie odpowiada mniej więcej temu, jak wyglądały dwa wcześniejsze ruchy w górę - rozpoczęte w sierpniu 2004 r. oraz kwietniu 2005 r. Po tylu sesjach zwyżki co aktualnie, w pierwszym przypadku indeks znajdował się prawie 14% od dołka, w drugim 6%. Teraz jest 8% od jesiennego minimum. Równocześnie szczyt fali wzrostowej z drugiej połowy 2004 r. został wyznaczony po 96 sesjach zwyżki, po czym rozpoczęła się stabilizacja notowań. Mocniejszy spadek zaczął się dopiero od 143 sesji. Podczas zwyżki rozpoczętej na wiosnę 2005 r. maksimum zostało ustanowione po 75 sesjach ruchu w górę. Potem rynek wszedł w fazę konsolidacji, by wyraźniej tracić na wartości od 102 sesji. Tym razem górka została wyznaczona już po 53 sesjach. Fakt, że kolejne fale zwyżkowe trwają coraz krócej w połączeniu z tym, po jakim czasie podczas dwóch poprzednich ruchów w górę dochodziło do mocniejszej przeceny, pozwala spodziewać się, że nie zostanie przebita. Równocześnie pojawia się coraz więcej elementów zapowiadających pogorszenie nastrojów.

Dystrybucja

spółek technologicznych

Jeśli do tego rzeczywiście dojdzie to od razu pojawi się wątpliwość, czy mamy do czynienia z wstępem ruchu w dół trwalszego i mocniejszego od obserwowanych w ostatnich dwóch latach, czy też zniżka okaże się podobna do poprzedniczek z wiosny i jesieni 2005 r., czy nawet z pierwszych miesięcy 2004 r. Dotychczasowy przebieg fali wzrostowej wskazywałby na drugi scenariusz. Jednak są podstawy do obaw o wystąpienie tym razem bardziej pesymistycznego wariantu.

Reklama
Reklama

Wskazuje na niego zachowanie indeksu 100 największych firm technologicznych Nasdaq100. Na jego wykresie widzimy wyraźną formację głowy z ramionami opisującą dystrybucję akcji z ostatnich trzech miesięcy. W czwartek notowania zatrzymały się dokładnie na linii szyi. Wypada ona w bardzo newralgicznym miejscu. Tuż poniżej niej znajdują się dwa inne silne wsparcia. Są to szczyty z grudnia 2004 r. oraz linia trendu łącząca dołki z wiosny i jesieni 2005 r. Wypadają one na wysokości 1627 pkt, czyli niecałe 20 pkt od obecnych notowań. Wysokość formacji głowy z ramionami pozwala spodziewać się po jej ostatecznym ukształtowaniu (czyli przełamaniu linii szyi) spadku indeksu o ponad 100 pkt, czyli w okolice 1520 pkt.

Gdyby doszło do sforsowania bariery 1627 pkt, gdzie mamy szczyty z grudnia 2004 r., byłby to już drugi przypadek w ostatnich dwóch latach, kiedy indeks przebija wcześniejszy szczyt i nie jest w stanie kontynuować wzrostu. Tym razem od pokonania oporu do powrotu poniżej niego upłynęłyby cztery miesiące, czyli dwa razy więcej niż pod koniec 2004 r., kiedy Nasdaq100 wybił się ponad górkę ze stycznia 2004 r. Dlaczego jest to bardzo istotna uwaga? Powrót poniżej ważnego wsparcia oznacza wysłanie przez rynek do inwestorów fałszywego sygnału.

Tym razem mówił on o możliwości kontynuacji hossy. Z technicznego punktu widzenia od pierwszej połowy listopada minionego roku z tym faktem można było wiązać popyt na akcje technologiczne. Jeśli okaże się, że przesłanki do kupna były nieprawdziwe, bo indeks nie zdołał utrzymać się ponad pokonanym oporem, to kupujący walory przez cztery ostatnie miesiące przystąpią do wyprzedaży. W analogicznej do aktualnej sytuacji z początku ubiegłego roku Nasdaq100 po powrocie poniżej wcześniejszego szczytu spadł o blisko 9%. Skoro teraz konsolidacja ponad poprzednim szczytem hossy trwała dwa razy dłużej (czyli przez dwa razy dłuższy czas inwestorzy kupowali papiery w oparciu o błędną przesłankę) trzeba liczyć się z tym, że teraz ze względu na większe grono rozczarowanych przecena będzie silniejsza.

Zły znak dla koniunktury

Realizacja takiego scenariusza wpisywałaby się w atmosferę obaw o zwolnienie amerykańskiej gospodarki. Sektor technologiczny jest uznawany za bardzo wrażliwy na wahania koniunktury. Równocześnie perspektywa spadku notowań w tym sektorze (ma on ok. 15% udziału w kapitalizacji S&P 500) rzędu 9% lub więcej musiałaby niekorzystnie odbić się na kondycji całego rynku, który jest coraz wyraźniej pozbawiony wsparcia ze strony spółek z branży energetycznej szybko rosnących w dwóch poprzednich latach. W tym roku wypadają mniej więcej tak samo jak cały rynek (wzrosły o 2,5%, wobec 1,9-proc. zwyżki S&P 500).

Czwartkowe reakcje rynków na wiadomości o ustanowieniu przez deficyt handlowy kolejnego rekordu zwiększają zagrożenie realizacją negatywnego scenariusza. Złe informacje nie spowodowały ani wyprzedaży dolara, ani spadku rentowności obligacji. Tak było, kiedy 14 grudnia 2005 r. publikowano zaskakująco słabe dane o deficycie za październik. Trzeba przyznać, że rozczarowanie było wtedy większe, gdyż różnica pomiędzy oczekiwaniami a rzeczywistością wyniosła 6 mld USD, teraz 2 mld USD. Może z tego wynikały dysproporcje w reakcjach inwestorów.

Reklama
Reklama

Niewykluczone jednak, że były one pochodną zmiany oceny sytuacji przez inwestorów, którzy zamiast zwracać uwagę na negatywny wpływ wysokiego deficytu handlowego na wzrost gospodarczy (to korzystna dla obligacji interpretacja) zaczęli większe znaczenie przywiązywać do konieczności dalszego zaostrzania polityki monetarnej, co wpłynęłoby na schłodzenie koniunktury gospodarczej i w rezultacie ograniczenie importu. Wyższe stopy to wyższa rentowność papierów skarbowych. To sprzyja popytowi na dolara. Jednocześnie znajduje on wsparcie w przekonaniu, że jego pokaźna deprecjacja i tak nie jest w stanie poprawić bilansu handlowego, generowanego w jednej czwartej przez wymianę z Chinami. Do tego mogą pojawiać się nadzieje, że mocniejszy dolar przyczyni się do obniżki cen ropy. Ich wzrost z ostatnich lat i wysoki poziom z ostatnich miesięcy jest drugim istotnym czynnikiem zwiększającym ujemne saldo wymiany handlowej.

Emerging markets

będą tracić

O zmieniającym się nastawieniu inwestorów informuje malejąca dodatnia korelacja pomiędzy cenami ropy naftowej oraz wartością dolara. W połowie listopada 2005 r. jej współczynnik (za okres ostatnich 12 miesięcy) zbliżył się do 0,8. Od początku lat 90. tak wysoką wartość miał jedynie trzykrotnie. Jej osiągnięcie poprzedzało wystąpienie wyraźnych fal spadkowych. Pierwsza trwała od początku 1997 r. do połowy 1998 r., druga od jesieni 2000 r. do końca 2001 r. Natomiast wyraźna zbieżność zachowań dolara i ropy nie stała się przeszkodą w zwyżce trwającej przez blisko rok od jesieni 1999 r. Trudno jednak w tamtym czasie było mówić o racjonalnym podłożu zmian cen na rynkach finansowych.

Gorsze przewidywania dotyczące kondycji amerykańskiego parkietu wraz z utrzymaniem się presji spadkowej na rynku towarowym stanowią niebezpieczne połączenie z punktu widzenia rynków wschodzących. Zwiększa się tym samym zagrożenie, że przesilenie z ostatnich dni okaże się trwalszym zjawiskiem.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama