Pogorszenie koniunktury w Stanach Zjednoczonych grozi wzmocnieniem wyprzedaży na rynkach wschodzących.
Od wyznaczenia przez amerykański rynek ostatniego dołka w październiku 2005 r. minęło już ponad 90 sesji. Przebieg notowań S&P 500 w tym czasie odpowiada mniej więcej temu, jak wyglądały dwa wcześniejsze ruchy w górę - rozpoczęte w sierpniu 2004 r. oraz kwietniu 2005 r. Po tylu sesjach zwyżki co aktualnie, w pierwszym przypadku indeks znajdował się prawie 14% od dołka, w drugim 6%. Teraz jest 8% od jesiennego minimum. Równocześnie szczyt fali wzrostowej z drugiej połowy 2004 r. został wyznaczony po 96 sesjach zwyżki, po czym rozpoczęła się stabilizacja notowań. Mocniejszy spadek zaczął się dopiero od 143 sesji. Podczas zwyżki rozpoczętej na wiosnę 2005 r. maksimum zostało ustanowione po 75 sesjach ruchu w górę. Potem rynek wszedł w fazę konsolidacji, by wyraźniej tracić na wartości od 102 sesji. Tym razem górka została wyznaczona już po 53 sesjach. Fakt, że kolejne fale zwyżkowe trwają coraz krócej w połączeniu z tym, po jakim czasie podczas dwóch poprzednich ruchów w górę dochodziło do mocniejszej przeceny, pozwala spodziewać się, że nie zostanie przebita. Równocześnie pojawia się coraz więcej elementów zapowiadających pogorszenie nastrojów.
Dystrybucja
spółek technologicznych
Jeśli do tego rzeczywiście dojdzie to od razu pojawi się wątpliwość, czy mamy do czynienia z wstępem ruchu w dół trwalszego i mocniejszego od obserwowanych w ostatnich dwóch latach, czy też zniżka okaże się podobna do poprzedniczek z wiosny i jesieni 2005 r., czy nawet z pierwszych miesięcy 2004 r. Dotychczasowy przebieg fali wzrostowej wskazywałby na drugi scenariusz. Jednak są podstawy do obaw o wystąpienie tym razem bardziej pesymistycznego wariantu.