Jedną akcję Zelmera wyceniono wczoraj na 36,7 zł, najwyżej w historii i o 10,5% wyżej niż w piątek. Bezpośrednią przyczynę zwyżki można upatrywać w twardym stanowisku zarządu rzeszowskiej firmy wobec oczekiwań płacowych związków zawodowych.

Przypomnijmy, od 28 lutego w Zelmerze trwa spór zbiorowy. Jak podaje PAP, powołując się na pisma związków zawodowych, oczekują one wzrostu od 1 maja wynagrodzenia dla każdego pracownika o 125 zł brutto miesięcznie. Oznaczałoby to wzrost płac średnio o około 5%. W wartościach bezwględnych natomiast byłby to wydatek dla spółki rzędu prawie 3,5 mln zł rocznie (w Zelmerze zatrudnionych jest ok. 2,3 tys. osób).

W piątek zarząd odrzucił propozycje związków zawodowych. Jutro strony mają powrócić do rozmów. - Propozycje zarządu przewidują wzrost wynagrodzeń od 1 maja o 3%, z tego 2,5% w formie gotówkowej, a 0,5% w formie funduszu motywacyjnego. Taki wzrost płac założyliśmy w planie na 2006 rok - mówi Maciej Olszak, szef biura zarządu Zelmera. Producent tzw. małego AGD chce w tym roku wypracować 31,8 mln zł zysku netto, przy ponad 341 mln zł przychodów (w 2005 roku było to odpowiednio 22,8 mln zł i 299 mln zł). - Jeżeli chcielibyśmy zrealizować ogłoszone prognozy, które traktujemy priorytetowo, i działania rozwojowe, trudno byłoby nam podwyższać płace zgodnie z żądaniami związkowców. Poziom wynagrodzeń musi być rozsądnym kompromisem na globalnym rynku wytwórczym AGD, zdominowanym przez fabryki z Dalekiego Wschodu - twierdzi M. Olszak.

Do pracowników Zelmera trafi w tym roku również prawie 4,8 mln zł w formie dywidendy (czyli ok. 3,9 mln zł netto). Na wypłatę z ubiegłorocznego zysku netto i funduszu dywidendowego Zelmer chce przeznaczyć 31,9 mln zł (2,1 zł na akcję). 15% tej kwoty trafi do posiadaczy akcji pracowniczych, wydanych w ramach prywatyzacji rzeszowskiej spółki.