W ubiegłym tygodniu kontrakt po raz trzeci zmierzył się ze wsparciem, jakie na przełomie 2005/2006 roku stworzył pamiętny długi korpus. Jego środek został naruszony, lecz niczego nie stracił ze swych właściwości. Gorzej przedstawia się sytuacja oscylatorów. Tygodniowy MACD wygenerował sygnał sprzedaży, a RSI po negatywnej dywergencji wyszedł poza obszar wykupienia. To klasyczny sygnał sprzedaży, ale pamiętajmy, że bez adekwatnego zachowania wykresu względem 10-miesięcznej linii trendu wzrostowego, na niewiele się zdaje.
Pokazała to piątkowa sesja. Wykres kontynuacyjny, mimo iż przełamał wsparcie i przekroczył dolną granicę horyzontu, nie wpadł w spiralę spadku, lecz zatrzymał się dokładnie wspomnianej linii trendu. Swoje zrobiła również dolna wstęga Bollingera. Spoglądając wstecz zauważymy, że z podobnymi sytuacjami mieliśmy już do czynienia kilkakrotnie. Wszystkie sesje, gdy motywem sprawczym odbicia było naruszenie wsparcia, łączy jedno: 2-miesięczna linia tempa.
Co dalej? Przed sesją poniedziałkową inwestorzy stanęli na rozdrożu. Z jednej strony było naruszone wsparcie i piątkowy popołudniowy powrót oraz silna pokusa, by zagrać pod odbicie, którego główną przesłanką byłaby pułapka bessy. Gracze musieli jednak brać pod uwagę także drugą stronę medalu. Tu zaś trzeba liczyć się z 5-falową strukturą, która wciąż może okazać się rozszerzającym się trójkątem. Wszystkie te czynniki, zarówno pozytywne, jak i negatywne w krótkim terminie zrównoważyły się, czego odzwierciedleniem była poniedziałkowa świeca o niewielkim korpusie ze stosunkowo długim dolnym cieniem. Czy jest to jednak powód, by przestać rozważać scenariusz spadkowy? Absolutnie nie - taka myśl pojawić się może dopiero z chwilą powrotu ponad EMA-55.