Wygląda na to, że korekta na rozwiniętych rynkach europejskich dobiega już końca. W poniedziałek poprzedni szczyt (z 27 lutego) przekroczył Dow Jones Stoxx 50 i zanotował najwyższą wartość od ponad czterech lat - 3532,6 pkt. Najwyższe zamknięcie w trwającym już ponad trzy lata trendzie wzrostowym zanotowały londyński FT-SE 100 i paryski CAC-40. Nieco w tyle pozostał niemiecki DAX, ale również na tym wykresie wszystko zmierza w kierunku nowego wierzchołka. Warto zwrócić uwagę, że przynajmniej w odniesieniu do DJS kolejne fale wzrostowe nie są zbyt mocne - osiągnięcie nowego maksimum nie zachęca inwestorów do dalszych zakupów, ale skłania do realizacji zysków. Taki przebieg trendu wzrostowego z jednej strony zapobiega przegrzaniu rynku, z drugiej jeden większy spadek może zredukować dodatnie z reguły stopy zwrotu i zachęcić inwestorów do dalszej wyprzedaży.

Nie widać, żeby zmieniło się podejście do rynków wschodzących. Te wciąż pozostają w niełasce. Węgierski BUX zyskał wprawdzie przyzwoite 1,2%, ale do szczytu z końca lutego wciąż brakuje solidne 8%. Brazylijski wskaźnik Bovespa, podobnie jak WIG20, balansuje na linii podwójnego szczytu. Zamknięcie sesji poniżej 36 tys. pkt. będzie równoznaczne z wybicie z formacji dołem. Początek wczorajszych notowań sugerował, że zakończą się one trzecim kolejnym wzrostem. Zwyżka nie jest zbyt dynamiczna i wspomniane wsparcie nie jest bezpieczne. Decydujące znaczenie dla rynków wschodzących może mieć kierunek wybicia z trwającej właśnie krótkoterminowej konsolidacji na wykresie CRB Futures. Wcale nie tak bardzo nierealny jest scenariusz mówiący o fladze w trendzie spadkowym.

Wciąż niejasna pozostaje przyszłość amerykańskiego Nasdaq 100. Głowa z ramionami, zapowiadająca mnie więcej 10-proc. spadek notowań wciąż nie jest w pełni ukształtowana. Wykres indeksu odbił się od linii szyi (1645 pkt.), ale wciągu dwóch pierwszych dni zwyżki zyskał tylko 9 pkt. Wczorajsze notowania również rozpovzęły się na plusie.