Cała sesja faktycznie nie była porywająca, co nie znaczy, że zupełnie nudna. Co ciekawe, nie przeszkadzał fakt, że najważniejsze ruchy cen zostały wykonane w ciągu mniej więcej pół godziny w okolicy południa, oraz w ostatniej godzinie sesji, a reszta czasu przeznaczonego na notowania upłynęła na konsolidacji. Wzrost w końcówce sesji ponownie oddalił ceny od minimum z piątku, które nadal jednak nie jest zupełnie bezpieczne i nadal nie można wykluczyć, że będzie testowane.
Wczorajszy dzień był o tyle wyjątkowy, że zamiast faktycznych zmian cen można było wyczuć nerwowość graczy. Powód jest prosty. Cały czas niepewna jest sytuacja lutowych dołków. Okazuje się, że zejście cen tuż pod nie wcale nie wywołuje paniki sprzedaży. Wygląda na to, że dobry sygnał, jakim powinno być wybicie z formacji podwójnego szczytu, faktycznie takim nie jest. W momencie wybicia aktywność, zamiast dynamicznie wzrosnąć, zupełnie siadła. Wygląda na to, że na razie dalszy mocny spadek cen wcale nie jest taki pewny. Inną sprawą jest to, czy teraz są warunki do poważnego wzrostu? Na razie chyba nie. Trwająca właśnie wymiana serii będzie temu przeszkadzać.
Im dłużej będziemy stać w miejscu, tym większe zniecierpliwienie może pojawić się wśród graczy nastawionych na spadek cen. Mamy w końcu hossę i żal by było, gdyby rynek powrócił do wzrostu już bez nich. Trzeba z tym optymizmem uważać, bo to już nie jest ten sam rynek co w grudniu czy na początku stycznia. Pokazały to ostatnie dwa miesiące. Nikt się o nasze akcje już nie ściga. Jednak zanim pomyślimy o wzroście, trzeba najpierw pokazać jakąś siłę. Na razie jest równowaga, co ze względu na okoliczności daje niewielką przewagę bykom. To jednak za mało - musi pójść za tym kupno.