Z opublikowanych przez NBP danych wynika, że deficyt handlowy Polski w 2005 roku zmniejszył się o blisko połowę w stosunku do roku 2004 (z 4,5 do 2,3 mld euro). Mimo umocnienia złotego, dynamika eksportu wyniosła 16,5% i pozostała wyraźnie wyższa niż tempo wzrostu importu (12,3%). Eksport rósł jednak wolniej niż rok wcześniej, kiedy to jego roczna dynamika wyniosła 22,3%.

Wobec utrzymującej się długofalowej tendencji wzrostowej kursu złotego rodzi się pytanie o to w którym momencie zostanie przekroczona granica opłacalności eksporterów. Według danych GUS za okres styczeń-listopad 2005 r., finansowa sytuacja eksporterów pogorszyła się, a odsetek firm zajmujących się eksportem, które wykazały zysk netto, zmalał do 73,3% z 80,0 % przed rokiem. Wprawdzie wyniki eksporterów i tak pozostały lepsze (średnio), niż przeciętne wyniki ogółu przedsiębiorstw, to jednak negatywny wpływ aprecjacji złotego na ich działalność nie ulega wątpliwości.

Jak pokazuje oparta na statystykach GUS struktura polskiego eksportu, największe znaczenie dla ogółu eksporterów ma kurs EUR/PLN. Udział krajów strefy euro w naszym eksporcie wyniósł bowiem w 2005 roku 54,2%. Średni kurs EUR/PLN obniżył się z 4,52 w 2004 roku do około 4,02 w 2005 r., co oznacza aprecjację nominalnego kursu złotego w stosunku do wspólnej waluty o ponad 12%. Pomimo spadku dynamiki wzrostu cen w II połowie ubiegłego roku poniżej poziomu, na jakim znajduje się ona w strefie euro, tempo aprecjacji kursu realnego było zbliżone do tempa aprecjacji kursu nominalnego. Z ostatnich badań NBP wynika, że ponad jedna trzecia firm zajmujących się eksportem jest zdania, iż rzeczywisty kurs EUR/PLN znalazł się poniżej ich granicznego kursu opłacalnego eksportu. Jednocześnie niemal co czwarte przedsiębiorstwo wskazało kurs walutowy jako najważniejszy problem. Oczywiście, eksporterzy mogą obniżać graniczny kurs opłacalności przez redukcję kosztów, jednak możliwe do osiągnięcia w ten sposób oszczędności są ograniczone. W tej sytuacji trudno dziwić się rosnącemu zaniepokojeniu rodzimych eksporterów oraz wypowiedziom premiera Marcinkiewicza, który życzyłby sobie, aby EUR/PLN znalazł się w przedziale 4,00- 4,10. Warto jednak zadać pytanie, czy w obecnej sytuacji finansów publicznych deprecjacja złotego nie przyniosłaby również negatywnych skutków.

Według szacunków Ministerstwa Finansów ogłoszonych w styczniu, relacja państwowego długu publicznego powiększonego o poręczenia i gwarancje Skarbu Państwa do PKB w 2005 r. wyniosła około 49,5%. Ze struktury walutowej zadłużenia SP wynika, że pod koniec ubiegłego roku udział zadłużenia denominowanego w euro wynosił około 19% całej kwoty (przy kursie EUR/PLN na poziomie 3,90, przyjętym w szacunkach resortu daje to około 21,3 mld euro). Wzrost EUR/PLN o 1 grosz oznacza zatem wzrost zadłużenia o około 213 mln złotych. Jak łatwo policzyć, wzrost kursu do poziomu oczekiwanego przez premiera z 3,85 (średni kurs EUR/PLN w grudniu 2005 r.) oznaczałby zwiększenie wartości długu o 3,5-5,5 mld złotych. Taki jego wzrost mógłby stanowić zagrożenie dla przewidzianego w ustawie o finansach publicznych I progu ostrożnościowego (relacja długu do PKB na poziomie 50%). Przekroczenie tego progu oznacza konieczność przygotowania na kolejny rok projektu budżetu, w którym relacja deficytu budżetu państwa do dochodów nie może być wyższa niż analogiczna relacja z roku bieżącego. Biorąc pod uwagę prosocjalną politykę PiS, ograniczenie takie byłoby kłopotliwe dla rządu. W dużej mierze tłumaczy to zachowanie MF, które w ostatnich tygodniach ubiegłego roku kilkakrotnie sugerowało możliwość dokonania kolejnych operacji wymiany walut na rynku, co przyczyniło się do dalszego umocnienia polskiej waluty. Podczas prac nad projektem budżetu na rok 2006 MF przyjęło możliwość, że relacja długu do PKB przekroczy poziom 50% i zbliży się do II progu (55%). Tym bardziej należy przypuszczać, że resort nie będzie zainteresowany osłabieniem złotego. Co więcej, może on ponownie uciec się do wymiany środków na rynku walutowym w przypadku, gdyby złotemu groziła głęboka deprecjacja. W połączeniu z solidnymi podstawami makroekonomicznymi oraz spodziewanym napływem kapitału z UE, raczej trudno spodziewać się wyraźnego osłabienia polskiej waluty. Eksporterzy muszą się zatem pogodzić z tym, że przyjdzie im funkcjonować w warunkach obniżonej opłacalności w dłuższym okresie.

Ekonomista DZ Banku