Reklama

Inflacja rozsądku

Publikacja: 17.03.2006 07:56

Miłościwie nam panujący nie są konsekwentni. Z jednej strony chcieliby łączyć rozmaite komisje: nadzoru bankowego, funduszy emerytalnych i ubezpieczeń, czy papierów wartościowych, a z drugiej - tworzyć nowe, najlepiej specjalne.

Komisja do sprawy Rywina odsłoniła fragmenty układu, który śni się po nocach Jarosławowi Kaczyńskiemu. Komisja ds. Orlenu ukazała kolejną część fresku z cyklu "Krakowskie Przedmieście w okresie świetności Pałacu Prezydenckiego". Niektóre stenogramy z obrad komisji ds. PZU mogłyby rywalizować w księgarniach z "Kodem Leonarda da Vinci". Planowana - i słusznie - komisja ds. NFI może z pewnością zainspirować twórców "Ojca chrzestnego". To są jednak tematy samograje. Nie szkodzi im nawet fatalna jakość pracy komisarzy - naturszczyków obsadzonych w pierwszoplanowych rolach.

Obawiam się, że komisja specjalna ds. nadzoru bankowego przekreśli ten - częściowo bardzo cenny - dorobek. I że widowisko będzie durne, a główni aktorzy - równie żałośni jak na głównej scenie z mównicą pośrodku. Ale tak to jest: inflacja sprawia, że wszystko traci z czasem wartość: komisje też. Zwłaszcza kiedy jest to inflacja rozsądku.

Wszystko przez umowę sprzed lat. Na dodatek niejawną. I pewnie też źle napisaną. A propos umów: wyobraźmy sobie, że ktoś kupił od nas samochód. I że na piśmie obiecał nam, że drugiego mieć nie będzie. Można tak: przecież to nasza sprawa, na co się umawiamy i z kim - byleby w zgodzie z prawem.

To jasne, nie mamy żadnych możliwości sprawić, by kontrahent rzeczywiście drugiego auta sobie nie kupił. Jeśli jednak nie dotrzyma słowa, możemy pójść do sądu i domagać się respektowania umowy: przywrócenia stanu zgodnego z nią lub odszkodowania.

Reklama
Reklama

Wyobraźmy sobie też, że do sprawy wtrąca się... Komisja - Europejska rzecz jasna. I twierdzi, że ona decyduje i że kupującego nie wiążą żadne obietnice, choć złożył je dobrowolnie i przecież po to tylko, by dostać nasze auto.

Komisji nie przeszkadza nawet, że nie miała z nami nic wspólnego w czasach, kiedy podpisywaliśmy umowę. Że może wtrącać się dopiero od niedawna. I że gdyby jej zdanie było znane i wiążące już przed laty, to umowa wyglądałaby może zupełnie inaczej, albo wcale by jej nie było.

A gdyby na prywatyzację Pekao i ewentualną fuzję z BPH spojrzeć tak samo, jak na samochód? Wyjdzie na to, że Skarb Państwa ma prawo się złościć, że ktoś nie dotrzymał słowa, oraz wyciągać wnioski. A także, że interwencja KE jest irytująca, a na zdrowy rozum - nie bardzo na miejscu. Inaczej trzeba by przyjąć, że odmowa sprzedaży auta na giełdzie pod Słomczynem też może wywołać burzę w Brukseli.

Fakt - nikt o zdrowym umyśle, nie dotkniętym inflacją, nie wymaga od kupującego auto, żeby nie myślał o drugim samochodzie. Ale inaczej sprawy się mają, gdy idzie o banki. Kluczowe jest więc pytanie, czy słusznie Skarb Państwa wyciąga umowę sprzed lat. A jeśli słusznie, to z czyjego punktu widzenia.

Kursy akcji Pekao, a zwłaszcza BPH rosły między innymi "pod fuzję". Drobnym akcjonariuszom będzie z grubsza wszystko jedno, czy do niej dojdzie, czy nie - jeśli notowania się nie obsuną. Chyba że liczyli na dalszą zwyżkę napędzaną ewentualnym połączeniem. Jeśli z połączenia będą nici, a fundamenty banków nie uzasadnią wysokich notowań, inwestorom się to nie spodoba. Ale jeśli znajdzie się chętny na BPH - a pewnie by się znalazł - i dobrze zapłaci, to krzywdy mieć nie będą. Scenariuszy jest wiele. Nic dziwnego, że rynek czeka, ze spokojem obserwując polityczną hucpę.

Ale same banki to tylko jeden wątek. Oba konkurowały ze sobą - nie da się ukryć, i to nie tylko w segmencie usług bankowych. Oba mają przecież duże biura maklerskie, fundusze inwestycyjne i inne firmy. Jeśli teraz połowa z nich zniknie, to inwestorzy niekoniecznie muszą na tym skorzystać. Zwłaszcza gdyby zwyciężyły włoskie wzorce. Rynek usług maklerskich nie jest przesadnie konkurencyjny (ceny trzymają się mocno), inne też nie.Mówiąc krótko, pytania o dobre i złe strony fuzji wciąż mają sens. Pytania o wartość umów sprzed lat, dane wtedy obietnice i sposoby ich egzekwowania - też. Podobnie jak bicie się o swoje (ale już nie między sobą). Ale reszta ma sens niewielki. Albo, mówiąc szczerze, nie ma żadnego sensu. Zapewne z powodu inflacji. Niestety, nad inflacją rozsądku nawet najlepszy bank centralny nie jest w stanie zapanować.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama