W założeniach makroekonomicznych do budżetu państwa na 2006 r. rząd przyjął wzrost PKB o 4,5 proc. W porównaniu z rokiem 2005, kiedy to wzrost gospodarczy wyniósł 3,2 proc., założenie to świadczy o poprawie sytuacji. Powodów do zadowolenia jednak nie ma. Wzrost gospodarczy w takiej wysokości oznacza nie tylko utratę dystansu rozwojowego wobec krajów, które przystąpiły do Unii Europejskiej razem z Polską, ale również odłożenie na dalszą, bliżej nieokreśloną przyszłość, doganianie tzw. średniej unijnej.
Patrząc z perspektywy globalnej, tempo wzrostu gospodarczego Polski jest niezadowalające. Opierając się na szacunkach brytyjskiego tygodnika "The Economist", przez pięć minionych kwartałów (poczynając od IV kwartału 2004 r.) było ono niższe niż średnio w gospodarce światowej od 2 do 0,2 pkt proc. Statystyki pokazują, że w krajach wysoko rozwiniętych wzrost gospodarczy jest niższy niż w krajach rozwijających się. Porównanie tempa wzrostu świadczy jednoznacznie o tym, że Polska gospodarka rośnie nieco szybciej niż przeciętnie kraje rozwinięte i zdecydowanie wolniej niż przeciętnie kraje rozwijające się, zwane też gospodarkami wschodzącymi (emerging markets).
Potwierdzenie takiego stanu rzeczy można znaleźć na ostatniej stronie wspomnianego wcześniej tygodnika, gdzie podawane są wskaźniki makroekonomiczne dla 25 najważniejszych gospodarek wschodzących z pięciu kontynentów. W 2005 r. kwartalne tempo wzrostu PKB Polski znajdowało się na ostatnim miejscu w pierwszych dwóch kwartałach i na trzecim od końca - w dwóch ostatnich.
Niskie tempo wzrostu gospodarczego i poziom rozwoju Polski niepokoją przede wszystkim w perspektywie unijnej. W 2004 r. nasz kraj zajmował przedostatnie miejsce wśród 25 krajów UE pod względem wysokości PKB na 1 mieszkańca, wyprzedzając jedynie Łotwę. Wzrost gospodarczy Łotwy, wynoszący ponad 10 procent w 2005 r., powoduje, że najprawdopodobniej w roku bieżącym Polska stanie się krajem Unii o najniższym PKB na mieszkańca. Brak pewności wynika wyłącznie z dość częstych i głębokich korekt unijnych danych o PKB.
Niewiele osób w kraju zdaje sobie sprawę z tego, że sytuacja zaczyna być groźna, gdyż przyszłość gospodarki nie rysuje się optymistycznie, choćby z powodu niskiej stopy inwestycji - zaledwie 18,3 proc. w roku 2005. Dla porównania, w Chinach stopa inwestycji wynosi ok. 40 proc.