Nie można przemilczeć wątku polityki, ale nie był to główny powód spadku. Gdy z rana złoty słabł, a poranna prasa straszyła polityczną zawieruchą, na rynku zakupy trwały pełną parą. W ich kontynuowaniu nie przeszkodzili politycy, ale brak wsparcia ze strony rynków regionu, oraz bardzo słabe zachowanie PKN i PKO BP (razem 25 proc. udział w WIG20). W obu przypadkach większą zasługą w tych spadkach była niska płynność (aktywność dużych funduszy), niż jakaś ewakuacja zagranicznych inwestorów.
Do rozpatrywania tej słabej sesji jako "niepolitycznej" skłania nieco szersze spojrzenie na zachowanie WIG20 od szczytów z końca lutego i porównanie zmian do indeksów regionu. Wszystkie na przełomie lutego i marca przeżyły dość mocną korektę. Ostatnie odreagowanie w przypadku WIG20 na piątkowej sesji doprowadziło do naruszenia "ostatniego" (61,8 proc.) zniesienia tej fali spadkowej. Na zamknięcie tygodnia WIG20 wrócił w okolice zniesienia 50-proc. (2841 pkt), wokół którego spędził też większość poniedziałkowej sesji. Żaden z interesujących nas parkietów regionu tak dynamicznie strat nie odrobił. Jedynie węgierski BUX poniedziałkowym równie krótkotrwałym wzrostem przetestował 61,8 proc., szybko wracając pod zniesienie 50-proc. Czeski PX osiągnął zniesienie 50-proc., podobnie jak turecki ISE100. Rosyjski RTS odbił jedynie do 38,2 proc..
Oczywiście należy pamiętać, że trochę krótki to okres na takie porównania, a do tego nieco subiektywny, bo wybranie innego punktu odniesienia mogłoby prowadzić do odmiennych wniosków. Wynikające z tego porównania są takie, że na razie na GPW nie dzieje się nic, co wyróżniałoby nas negatywnie na tle pozostałych emerging markets. Biorąc pod uwagę, że jesteśmy w samym środku tegorocznej konsolidacji, to nie są to wnioski zachęcające do rewizji prognoz.