Mimo perspektywy fuzji z Pekao Bank BPH nie zmienia planów rozwoju sieci. Jak wynika z opublikowanego wczoraj w nocy raportu rocznego, na 2006 r. przewidywane jest otwarcie 23 nowych placówek detalicznych. W ten sposób liczba własnych oddziałów przekroczyłaby pół tysiąca. W końcu ub.r. bank miał 480 placówek (do tego dochodziło 375 tzw. placówek partnerskich). W strategii na lata 2004-2006 przewidywano uruchomienie w okresie trzech lat 77 nowych oddziałów.
- Trzymanie się zamiaru powiększania sieci może wskazywać na jakiś konflikt między zarządami Pekao i BPH. Ale niekoniecznie. Jeśli do fuzji tych banków dojdzie, pojawi się konieczność likwidacji dublujących się placówek. Koszty będzie można ograniczyć w większym stopniu dzięki zamykaniu dużych oddziałów Pekao niż małych i tanich jednostek BPH - uważa analityk jednego z biur maklerskich.
Powiększanie liczby placówek ma być jednym ze sposobów na poprawienie wyniku. W ub.r. zysk brutto BPH wyniósł 1,3 mld zł, zysk netto zaś przekroczył nieznacznie miliard. Mimo rozrastania się sieci, "ścisła kontrola kosztów administracyjnych umożliwi utrzymanie kosztów działania Banku na poziomie zbliżonym do 2005 r."
Czego w tym roku obawia się zarząd BPH? Dwóch rzeczy. Presji rynkowej, która może skutkować obniżeniem się marży. W raporcie rocznym bank wymienia również "zagrożenia związane z ewentualną zmianą struktury własnościowej". Chodzi o zmiany strategii i procedur, ale także "zmiany kluczowych pracowników".
- Nadchodząca fuzja już teraz powoduje pewną presję na zatrudnionych w banku. Przeciągająca się niepewność co do rozwoju sytuacji cały czas tę presję powiększa - mówi Piotr Palenik, zajmujący się sektorem bankowym w ING Securities. Według niego, gdyby do fuzji doszło szybko, pracownicy obu banków zostaliby po to, by zobaczyć, jakie role przewidziano dla nich w nowej instytucji. - Brak takich decyzji skłania do przeglądania ofert pracy w sektorze finansowym. Tym bardziej że ostatnio jest ich dużo - ocenia P. Palenik.