Amerykanie i Francuzi rozmawiają o połączeniu nie po raz pierwszy. Wcześniej firmy negocjowały wiosną 2001 r. Wówczas do porozumienia jednak nie doszło, bo Lucent nie zgodził się, by Alcatel pełnił wiodącą rolę we wspólnym biznesie.
Teraz koncerny mówią o "fuzji równych". Ma ona przebiec na warunkach rynkowych, czyli raczej w grę nie wchodzi żadna premia ponad aktualne notowania akcji. "Nie ma żadnej gwarancji, że porozumienie zostanie zawarte i transakcja przeprowadzona" - podały firmy w wydanym w czwartek późnym wieczorem wspólnym komunikacie. Nie będą komentować sprawy, dopóki nie osiągną konsensusu lub rozmowy się nie zakończą.
Łączna kapitalizacja obu spółek po piątkowym skoku notowań przekroczyła 34 mld USD - przy czym wycena firmy z Paryża była prawie dwa razy wyższa niż Lucenta. Papiery Alcatela zyskały prawie 5 proc., walory Lucenta - dwa razy więcej.
Inwestorzy liczą, że rozmowy zakończą się sukcesem. Nowy gigant miałby roczne przychody w wysokości ponad 25 mld USD, dzięki czemu wyprzedziłby szwedzkiego Ericssona i mógłby zagrozić pozycji obecnego lidera, którym jest kalifornijski koncern Cisco Systems. - Ponieważ Alcatel ma lepszą pozycję w Europie, a Lucent w USA, fuzja może pomóc firmom rozwinąć kanały sprzedaży i podnieść efektywność - powiedział agencji Bloomberga analityk Naoki Sato z japońskiego oddziału banku Morgan Stanley. Firmy uzupełniają się też, jeśli chodzi o obsługiwane segmenty rynku. Lucent specjalizuje się w technologiach bezprzewodowych, podczas gdy Alcatel ma większe doświadczenie w m.in. w usługach DSL, czyli szerokopasmowego dostępu do internetu świadczonego przez operatorów naziemnych.
Wielu analityków jest jednak sceptycznych. Twierdzą, że Lucent jest balastem, którego Alcatel nie potrzebuje i że z powodzeniem może się rozwijać sam.