Reklama

Zarząd Polish Energy Partners zapowiada większe zyski

PEP w ciągu kilku lat zamierza nawet pięciokrotnie powiększyć przychody. Zyski mogą wzrosnąć jeszcze bardziej. Wszystko za sprawą wiatraków, zielonych certyfikatów i odsprzedaży praw do emisji CO2. Spółce bardzo sprzyja legislacja Unii Europejskiej.

Publikacja: 31.03.2006 07:27

Giełdowa firma jest jedną z pierwszych w Polsce, która postanowiła zarabiać na produkcji zielonej energii. W ciągu najbliższych lat chce osiągnąć pozycję lidera.

- Zaczęliśmy budowę farmy wiatrowej w okolicy Gnieżdżewa o mocy 22 MW. Budowa zakończy się do końca grudnia. Od stycznia 2007 r. farma rozpocznie komercyjną sprzedaż energii. Naszym celem jest wybudowanie 300 MW mocy zainstalowanej w turbinach wiatrowych do końca 2010 r. - twierdzi Michał Kozłowski, wiceprezes PEP. - Przygotowujemy kolejne projekty farm wiatrowych. Jeśli nie napotkamy opóźnienia w pracach przygotowawczych, na co liczymy, chcielibyśmy rozpocząć budowę dwóch, trzech kolejnych projektów w 2007 r. Wiele wskazuje na to, że osiągnięcie 300 MW do końca 2010 r. jest bardzo realne - dodaje M. Kozłowski.

Kolejne inwestycje w farmy wiatrowe będą lokalizowane w województwie zachodniopomorskim i na Mazurach.

Rentowność

- nawet 90 procent

Reklama
Reklama

Jak przedstawia się zyskowność inwestycji w energetykę odnawialną? - Zwrot na kapitale własnym jest uzależniony od wietrzności, kosztów przyłączenia itp. Istotna jest też konstrukcja finansowania. Zwrot na kapitale własnym (IRR equity) może kształtować się na poziomie od 16 do grubo ponad 20 proc. - mówi M. Kozłowski. IRR może być jeszcze wyższy. W przypadku elektrowni w Gnieżdżewie, istotnym elementem skracającym okres zwrotu z inwestycji jest, na przykład dofinansowanie z ekofunduszy, które wynosi 25 proc. kosztów budowy (dotacja ma charakter bezzwrotny).

Ile firma może zarobić na energii wiatrowej i jak zwiększą się przychody? - Rocznie z jednego megawata można osiągać ponad 100 tys. zł zysku netto. Szacuje się, że przychód z tego samego megawata może wynosić od 600 do ponad 700 tys. zł rocznie - ocenia wiceprezes PEP.

Biorąc pod uwagę szacunki spółki, tylko w 2010 r. przychody z działalności farm wiatrowych mogą wynosić od 180 mln do ponad 210 mln zł. Dla porównania: w 2005 r. sprzedaż zamknęła się kwotą 61 mln zł. Z kolei zysk netto z "wiatraków" może wynieść nawet 30 mln zł, to jest ponad trzy razy więcej niż w 2005 r. To ostrożne szacunki. Nie zakładają wzrostu cen energii, które są nieuniknione. - Marża EBITDA (rentowność zysku operacyjnego powiększonego o amortyzację - red.) z produkcji energii z farm wiatrowych może sięgać nawet 90 proc. Gdy taki projekt jest dopięty, to w pewnym sensie "samograj", ponieważ poza zmiennością warunków wietrzności, pozostaje bardzo niedużo innych zmiennych elementów. To biznes w dużej mierze dopięty w każdym punkcie - konkluduje M. Kozłowski.

Szacunki na 2010 r. odnoszą się jedynie do farm wiatrowych, nie uwzględniają natomiast podstawowej w ubiegłym roku działalności spółki, czyli outsourcingu produkcji energii.

Nowe

"biomasowe" projekty

Reklama
Reklama

Na razie podstawową działalnością firmy jest wytwarzanie energii elektrycznej i cieplnej dla odbiorców przemysłowych - to tak zwany outsourcing w wytwarzaniu energii. - Jest to działalność, która w dalszym ciągu pozostaje kluczowa. Jednak dynamika tego biznesu nie będzie tak wysoka, jak z energetyki wiatrowej. Nastawiamy się na realizację dużych projektów, które mogą zapewnić nam ok. 5 mln zł dodatkowego zysku netto w ciągu roku. Myślimy o maksymalnie trzech nowych inwestycjach w najbliższych pięciu latach - tłumaczy M. Kozłowski.

Spółka chce realizować te pomysły w firmach z branży drzewnej i papierniczej. Niewykluczone, że jednym z projektów inwestycyjnych jest dostarczanie energii do Intercella. - Co do Intercella, to nie potwierdzam i nie zaprzeczam. Te inwestycje muszą być wysokorentowne. Prowadzimy rozmowy z kilkoma partnerami, chętnie będziemy łączyć outsourcing z produkcją energii odnawialnej na bazie biomasy - jest to układ idealny - mówi wiceprezes PEP.Zielone złoto

Dlaczego jest to układ idealny? Ponieważ oprócz sprzedaży energii firma zbywa również zielone certyfikaty. Dzięki temu przychody z tej działalności są ponad dwa razy wyższe niż przy tradycyjnej sprzedaży energii. - W działalności farmy wiatrowej istnieją dwa niezależne elementy przychodów, rynkowa cena energii oraz sprzedaż zielonych certyfikatów (praw majątkowych). Jedna megawatogodzina (MWh) certyfikatu na zieloną energię jest wyceniana na 160-200 zł (w zależności od długości kontraktu). Oprócz tego realna sprzedaż 1 MWh przynosi nam kolejne ok. 120 zł. W sumie dostajemy więc prawie o 150 proc. więcej za 1 MW/h niż elektrownie konwencjonalne - podkreśla wiceprezes PEP. Spółce sprzyjają też rozwiązania prawne, które będą determinować powiększającą się atrakcyjność tego biznesu. - Najbardziej istotny w tej układance jest system wsparcia zielonej energii, którego najważniejszym elementem jest nałożony na sprzedawców energii obowiązek osiągnięcia minimalnych poziomów udziału energii odnawialnej w wolumenie sprzedaży ogółem (9 proc. w 2010 r. w porównaniu z niespełna 3 proc. rzeczywistego udziału teraz). Powyższe regulacje odzwierciedlające długoterminową politykę UE w zakresie wsparcia energii odnawialnej i powszechnej praktyki w krajach członkowskich Unii, będą motorem ogromnego wzrostu rynku energii odnawialnej w najbliższych latach - ocenia M. Kozłowski.

Dodał, że w przypadku farmy wiatrowej w Gnieżdżewie firma podpisała już 15-letnią umowę na dostarczanie zielonych certyfikatów spółce Polenergia, należącej m.in. do Kulczyk Holding.

PEP już handluje zielonymi certyfikatami na giełdzie towarowej. Jest jednym z większych producentów, produkuje ponad 300 tys. MWh zielonej energii rocznie i za tyle może sprzedać certyfikatów.

CO2 też da zarobić

Reklama
Reklama

Spółka ma możliwość uzyskania dodatkowych pieniędzy, które w bezpośredni sposób będą wpływać na wynik netto. - Farma może potencjalnie sprzedać zaoszczędzoną emisję CO2. Teraz prowadzimy rozmowy w celu zawarcia stosownej umowy - mówi M. Kozłowski.

Cena jednej zaoszczędzonej tony w tym rozwiązaniu jest niższa niż na giełdzie w Lipsku, i wynosi ok. 4 euro. Farma w Gnieżdżewie będzie oszczędzać od 45 tys. do 50 tys. ton CO2 rocznie. To oznacza rocznie blisko 200 tys. euro, uzyskanych praktycznie bez kosztów i przekładające się wprost na zyski spółki. W przypadku gdy firma będzie mieć już 300 MW mocy, może z zaoszczędzonego CO2 uzyskiwać nawet 3 mln euro.

Myślą o plantacjach

- Analizujemy rozwój plantacji biomasy, która będzie dostarczana elektrowniom. Sądzimy, że tego typu działalność może się wiązać z niezłym zarobkiem. To jednak kwestia najbliższych kilku lat. Na razie tworzymy biznesplan - kończy M. Kozłowski.

Ile spółka może zarobić w tym roku? Firma nie podała prognoz. Analityk DM BZ WBK w ostatnio wydanej rekomendacji szacuje, że zysk netto w br. wyniesie 11,8 mln zł, w przyszłym przekroczy natomiast 19 mln zł. W zależności przyjętej metodologii wycenił akcje firmy na 13,5 zł lub na 18,1 zł.

Reklama
Reklama

W czwartek jeden walor kosztował 11,65 zł.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama