Już wiadomo, że w kwietniu odbędą się zgromadzenia inwestorów funduszu luksemburskiego Fortis oraz duńskiego Jyske. Na maj planowane jest spotkanie udziałowców funduszu luksemburskiego Citigroup. Tytuły uczestnictwa tych podmiotów są sprzedawane w Polsce. Udziałowcy funduszu Fortis mają m.in. przyjąć sprawozdanie finansowe za 2005 r. oraz zatwierdzić podział zysków. Walne zgromadzenie uczestników Jyske ma z kolei zdecydować o zmianach w statucie dotyczących inwestycji.

Udział w takim spotkaniu to kosztowna wycieczka zagraniczna, np. do Luksemburga. Na dodatek ma ona sens tylko w przypadku znaczących udziałowców. Trzeba jednak zauważyć, że uczestnicy polskich funduszy w większości wypadków nie mają żadnego wpływu na to, co dzieje się z ich pieniędzmi. TFI może np. zmienić politykę inwestycyjną, podnieść opłaty czy nawet zlikwidować nierentowny podmiot. Inwestorzy, jeżeli nie akceptują tych zmian, mogą co najwyżej wycofać oszczędności. W przeszłości zdarzało się, że TFI zmieniały strategie funduszy, które osiągały kiepskie wyniki inwestycyjne. Uczestnicy podejrzewali, że chodzi o maskowanie strat, ale nie mogli nic zrobić.

W Polsce tylko uczestnicy funduszy zamkniętych mają prawną możliwość kontrolowania tego, co robią zarządzający, biorąc udział w zgromadzeniach inwestorów czy tworząc rady inwestorów (ten organ może też działać w funduszu specjalistycznym otwartym). W praktyce jednak nie wykorzystują tych uprawnień. KBC TFI specjalizuje się w funduszach o gwarantowanej stopie zwrotu, które mają konstrukcję zamkniętą. W tej chwili zarządza 10 takimi podmiotami. W każdym może powstać rada inwestorów, utworzona przez minimum trzech uczestników, którzy posiadają przynajmniej 5 proc. certyfikatów. Jak informuje Piotr Habiera, wiceprezes KBC TFI, dotąd żadna rada nie powstała. Jego zdaniem, wynika to stąd, że certyfikaty kupiły osoby fizyczne, które nie są zainteresowane decydowaniem o polityce inwestycyjnej.

Wpływ posiadaczy certyfikatów na działalność TFI w największym stopniu zaznacza się w funduszach nieruchomości. Tak jest np. w Skarbcu i BPH TFI. W Skarbcu Nieruchomości działa rada inwestorów, która ma prawo zablokować każdą planowaną inwestycję. Według Piotra Kuby, członka zarządu Skarbca, istnienie tego organu wynika stąd, że posiadaczami certyfikatów są m.in. OFE, które są zainteresowane udziałem w decyzjach inwestycyjnych, a poza tym mają większe pakiety certyfikatów.

W funduszu nieruchomości BPH działa z kolei komitet doradczy, który opiniuje projekty inwestycyjne. Tworzą go inwestorzy mający przynajmniej 5 proc. certyfikatów. Wiadomo, że takie pakiety mają bank BPH i EBOiR.