Losy sesji przesądziła jedna spółka. Połączenie medialnych informacji o możliwym podniesieniu prognoz wyników przez KGHM z towarzyszącymi temu rekordowymi cenami miedzi sprawiły, że na każdym etapie notowań właśnie ta spółka odpowiadała za około połowy wzrostu WIG20. Resztę dołożył PKN, gdzie nie "ścięto" głowy prezesa. Pozostałe spółki były tylko rynkowym tłem, dopasowującym się do dalej dobrych nastrojów na rynkach regionu.
Nie brakowało też głosów, że to piątkowy rekordowy odczyt Wigometru nakręcał dziś spiralę zwyżek. Ale raz jeszcze przestrzegam przed takim uproszczonym spojrzeniem na cały tydzień. Pesymistycznych nastrojów nie potwierdzają inne wskaźniki nastroju, a choćby w przypadku samej bazy trzeba również pamiętać o dyskontowaniu dywidend co zupełnie zmienia interpretację obecnego 19-pkt odchylenia od WIG20.
Tak niski odczyt Wigometru od początku prowadzenia ankiety notowaliśmy tylko raz i było to 11 marca zeszłego roku (68% niedźwiedzi i 10% byków). Jakieś wiosenne marcowe przesilenie? W zeszłym roku w kolejnym tygodniu WIG20 stracił 63 pkt (3,1%). Teraz zaczynamy zupełnie inaczej. Wigometr śledzę, ale nie traktowałbym ostatniej ankiety jako jakikolwiek prognostyk. Bardziej to wynik trwającej konsolidacji i zawężenia okresu prognozy do tylko jednego tygodnia, niż skrajnego pesymizmu inwestorów.
O dalszych losach rynku w tym tygodniu będą niestety decydować politycy. W środę awantura wokół KNB, wcześniej zapewne szczegóły porozumienia z UniCredito, a potem w piątek głosowanie nad samorozwiązaniem Sejmu. Każde z tych wydarzeń może mieć wielką destrukcyjną siłę dla GPW, ale wystarczy, by przeszło to przez rynek bez echa, a taka wspinaczka jak wczorajsza będzie dalej możliwa. Mocna podaż czeka dopiero przy szczytach hossy WIG20.