Po poniedziałkowym wzroście pojawiły się pewne nadzieje na to, że rynek w końcu zacznie zachowywać się bardziej zdecydowanie, co mogłoby przynieść w efekcie ciekawą próbę ataku na szczyty hossy. Nic takiego nie miało dziś miejsca. Zamiast kontynuacji ruchu już na wyższym obrocie, ceny przez większą część sesji powoli słabły. Dopiero ostatnia godzina wahań przyniosła pewną poprawę, ale i w tym wypadku nie zanotowano poważniejszego wzrostu aktywności. Czy szybki wzrost w końcówce to wynik siły rynku czy właśnie jego słabości i podatności na nawet małe ruchy kapitału?
Biorąc pod uwagę niską aktywność zarówno w czasie spadku, jak i, w czasie końcowego wzrostu cen trzeba zachować szczególną ostrożność. Tym bardziej że wszystko to dzieje się w ramach konsolidacji (lekko spadkowy kanał), a tym samym rynek ma jakby zezwolenie na dowolne ruchy, jeśli tylko mają one miejsce między dolnym a górnym ograniczeniem. Niskie wartości obrotów wskazują, że wielu graczy postanowiło przeczekać do chwili, aż skończy się ten trend boczny i ewentualnie zareagować na bardziej wiarygodną zmianę.
Taką zmianą będzie dopiero wybicie się poza obszar kanału, na co na razie się nie zanosi. Wprawdzie zbliżamy się do górnego ograniczenia, ale nie widać powiększającej się determinacji kupujących (nie mówiąc o skokowej zmianie wielkości popytu). Czynniki zewnętrzne raczej nie pozwalają na zbytni optymizm. Wzrost rentowności papierów w USA prędzej czy później odciśnie piętno i na naszym rynku. Teraz hossa jeszcze trwa, ale wygląda na to, że to jej ostatnie tchnienie. Prawie trzy miesiące konsolidacji mówi samo za siebie. Wyskok cen jest nadal możliwy, ale nie wydaje się, by był szczególnie trwały bez wsparcia inwestorów zagranicznych.