By oceniać wczorajszą sesję należy spojrzeć na rynek z perspektywy kilkunastu ostatnich tygodni konsolidacji w wąskim, około 250-pkt. obszarze. WIG20 na środowej sesji po raz kolejny zbliżył się do górnego ograniczenia tego trendu i w okolicach 2950 pkt. spotkał się z bardzo dużą podażą. Niezależnie od wydarzeń na rynkach światowych, czy zamieszania w polskiej polityce/bankowości, część inwestorów i tak realizowałaby zyski na tych poziomach. Im dłużej trwa konsolidacja na jakimś poziomie, tym trudniej o wybicie (inwestorzy "grają" na dalszą konsolidację), choć oczywiście z reguły późniejszy ewentualny trwalszy ruch zyskuje dzięki temu na swojej dynamice.
O trzymiesięcznej konsolidacji przypominam dlatego, że sama wczorajsza sesja wyglądała bardzo słabo. Przez wielu inwestorów, szczególnie tych kierujących się analizą techniczną, zostanie odebrana jako klasyczny przykład dystrybucji papierów, gdy po wysokim otwarciu ruszyliśmy do systematycznego osuwania, a towarzyszące temu obroty były wyraźnie wyższe niż na poprzednich sesjach. Jednocześnie nie była to słabość spowodowana czynnikami zewnętrznym. Takie zachowanie rynku z reguły zachęca do spadków na kolejnych sesjach. Ale właśnie fakt walki z górnym ograniczeniem konsolidacji (WIG20) osłabia wagę wczorajszej przeceny rynku. Dla mnie bardziej była to realizacja zysków związana z silnym oporem i wyraźnie lepszym zachowaniem polskich indeksów wobec rynków regionu w ostatnich tygodniach (te szczytów nie testują).
A co dzisiaj? Uwaga rynków skoncentruje się na sejmowej debacie i samorozwiązaniu sejmu. W takich dniach lepiej słuchać prognozy pogody, niż analityków. Ci są czasami bezradni wobec wyobraźni polityków, szczególnie że plotki zapowiadają wyjątkowo gorący i niski poziom debaty.