Tendencję zwyżkową na rynku naftowym utrwaliły w ostatnich dniach dwa czynniki. Pierwszym z nich były dane, które wykazały tydzień temu niespodziewanie duży spadek amerykańskich zapasów benzyny, drugim zaś ponowny wzrost napięcia dotyczącego irańskiego programu nuklearnego. Rada Bezpieczeństwa ONZ dała bowiem władzom w Teheranie miesiąc na wstrzymanie procesu wzbogacania uranu, który może prowadzić do wyprodukowania bomby atomowej.

Obawy dotyczące małej podaży benzyny w USA potwierdził dalszy spadek jej rezerw w ubiegłym tygodniu. Przyczyniło się do tego mniejsze niż przed rokiem wykorzystanie mocy produkcyjnych rafinerii, w szczególności obiektów nad Zatoką Meksykańską, które wciąż odczuwają skutki jesiennych huraganów. Nie powinien natomiast budzić niepokoju stan amerykańskich rezerw ropy naftowej, które są coraz większe.

Tymczasem uspokajająco na nastroje uczestników rynku naftowego wpłynęło zapewnienie irańskiego ministra spraw zagranicznych, że jego kraj nie wykorzysta ropy jako narzędzia w sporze politycznym z Zachodem. Do przyhamowania wzrostu notowań przyczyniła się też wiadomość o uruchomieniu uszkodzonego przez rebeliantów rurociągu w Nigerii, chociaż ograniczone dostawy z tego kraju wciąż budzą niepokój.

Ropa mimo to drożała i w Londynie gatunek Brent z dostawą w maju kosztował wczoraj po południu 66,90 USD za baryłkę w porównaniu z 66,39 USD w końcu sesji wtorkowej i 65,55 USD w poprzednią środę.