Za skróceniem kadencji było 206 posłów. Do przyjęcia wniosku PiS o samorozwiązanie potrzeba było jednak 307 mandatów. Swoją dymisję w najbliższym czasie wykluczył też premier Kazimierz Marcinkiewicz.
Teraz rządząca partia rozpocznie rozmowy o stworzeniu sejmowej większości. - W przyszłym tygodniu sytuacja musi być całkowicie wyjaśniona - zapowiedział w Sejmie prezes PiS Jarosław Kaczyński. O kierunku rozmów koalicyjnych zdecyduje zbierająca się w sobotę Rada Polityczna PiS.
Rozmowy z PO
Wczoraj pojawił się cień szansy na powrót do negocjacji z PO. Szef Platformy Donald Tusk w liście do J. Kaczyńskiego zaproponował "ustanowienie trybu konsultacji między PO a PiS w istotnych dla państwa sprawach". Lider Prawa i Sprawiedliwości odparł, że oczekuje od PO przedstawienia w ciągu dwóch dni pisemnej propozycji koalicji. - Nasza oferta to oferta partii opozycyjnej, która wspiera rząd w reformach. PiS nie musi budować koalicji z Samoobroną. Prawo i Sprawiedliwość ma wybór samodzielnego rządzenia. Nasza propozycja pozwoli się wywikłać z romansu z Andrzejem Lepperem - odpowiedział D. Tusk. - Być może koalicja PO-PiS będzie kiedyś możliwa - przyznał.
Sytuacja PiS komplikuje się, bo nowe warunki wejścia do rządu przedstawiła także Samoobrona. - Chcemy wejść do rządu, który będzie miał większość w Sejmie. Chcemy porozumienia z koalicjantami, którzy dysponują w sumie 170 mandatami (sam PiS ma 156 głosów) - tłumaczył A. Lepper. Jego partia może więc poczekać na układ PiS z mniejszym ugrupowaniem. Zarówno LPR, jak i PSL dementowały wczoraj doniesienia, że rząd poprze część parlamentarzystów z ich partii.