Znamy już oficjalne propozycje Ministerstwa Finansów dotyczące zmian w systemie podatkowym i ubezpieczeń społecznych. W zamierzeniach autorów proponowanych zmian mają one doprowadzić do zmniejszenia tzw. klina podatkowego i w efekcie do obniżenia bezrobocia i przyspieszenia wzrostu gospodarczego, bez jednoczesnego zwiększania deficytu fiskalnego.
Wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska pozostała przy większości propozycji, które wstępnie prezentowała w lutym. Potwierdzono więc, że w 2007 r. nie będzie redukcji stawek PIT do 18 i 32 proc. z obecnych trzech stawek: 19, 30 i 40 proc. Chociaż nie będzie natychmiastowej obniżki stawek PIT, Ministerstwo Finansów obiecało zrobić to w kolejnych latach, razem z innymi korzystnymi dla podatników rozwiązaniami. Jeśli chodzi o kroki, które mają zostać podjęte już w 2007 r., to najważniejsza będzie redukcja składki rentowej do 9 proc. (płaconej w połowie przez pracownika i pracodawcę), z obecnych 13 proc., oraz obniżenie składki na ubezpieczenie chorobowe do 1,8 proc., z 2,45 proc. (obowiązki jej zapłaty spadły jednak w całości z pracownika na pracodawcę). Według wyliczeń ministerstwa, koszt wszystkich proponowanych zmian wyniesie w 2007 r. ok. 9,15 mld zł (podobnie w kolejnych latach). Ma zostać pokryty wyższymi wpływami z podwyżek podatków pośrednich, dodatkowymi wpływami podatkowymi uzyskanymi dzięki walce z szarą strefą oraz poprzez eliminację niektórych ulg i zwolnień podatkowych. W rezultacie ogólny efekt planowanej reformy na stronę dochodową budżetu na 2007 r. ma być neutralny, a w latach 2008-2009 bliski zera (nieznacznie pozytywny lub negatywny).
W tym momencie nasuwa się pytanie, jakie korzyści może przynieść gospodarce obniżka podatków sfinansowana... podwyżką podatków. De facto dojdzie przecież wyłącznie do zmiany struktury obciążeń podatkowych, a nie do zmiany ich poziomu. Wśród pozytywów można dopatrzyć się możliwego zmniejszenia rozmiarów szarej strefy, np. w wyniku zrównania akcyzy na olej opałowy i napędowy. Wzrosną również nominalne dochody netto gospodarstw domowych (skutek obniżek składek i planowanej waloryzacji progów podatkowych i kwoty wolnej od podatku). Jednocześnie jednak mogą ujawnić się negatywne efekty postulowanej "reformy". Przykładowo, wspominany wzrost nominalnych dochodów, dający nadzieję na podtrzymanie pozytywnych tendencji w gospodarce poprzez ożywienie popytu konsumpcyjnego, może zostać zniwelowany przez wzrost cen w gospodarce. Może on wynikać z planowanych podwyżek efektywnego obciążenia gospodarki podatkami pośrednimi (VAT i akcyza), które są przecież cenotwórcze.
Propozycje ministerstwa nie zapowiadają poprawy losu najmniejszych przedsiębiorstw. Eliminacja rozliczeń w postaci karty podatkowej i ryczałtu na pewno nie przypadnie im do gustu. Największym rozczarowaniem jest jednak to, że nie nastąpi szumnie zapowiadane obniżenie kosztów pracy. Ta część składek na ubezpieczenia społeczne, która jest płacona przez pracodawców, zmniejszy się tylko o 0,2 proc. podstawy wymiaru.Podsumowując, zaprezentowane zmiany w systemie obciążeń fiskalnych mogą przynieść pewne pozytywne zmiany na rynku pracy. Najprawdopodobniej jednak będą znikome, ponieważ nie nastąpi istotna redukcja klina podatkowego, rozumianego jako różnica między całkowitym kosztem pracy ponoszonym przez pracodawców a efektywną (czyli uwzględniającą podatki pośrednie i wzrost cen) konsumpcją pracowników. Dlatego wydaje się, że proponowana "reforma" nie daje szansy na znaczące przyspieszenie długoterminowego wzrostu gospodarczego. Z drugiej strony, proponowane zmiany są neutralne dla budżetu, podczas gdy bardziej odważna reforma podatkowa mogłaby doprowadzić do wzrostu deficytu budżetowego, biorąc pod uwagę warunki polityczne, które uniemożliwiają obniżenie wydatków. Z tego punktu widzenia minister finansów zachowała się bardzo racjonalnie i odpowiedzialnie. Prawdopodobnie zdaje sobie dobrze sprawę, że polska gospodarka potrzebuje redukcji podatków w stosunku do PKB, a proponowane zmiany na to nie pozwolą. Wie jednak również, że będzie to możliwe tylko w przypadku poważnych ograniczeń po stronie wydatków finansów publicznych.
Ekonomista BZ WBK