W przypadku 10-letnich papierów przekroczyła w czwartek psychologiczną barierę 5 proc. Taka sytuacja neutralizuje pozytywny wpływ na rynek publikowanych wyników finansowych, ale dodatkowo wzmaga obawy o przyszłą koniunkturę w gospodarce.
W dół kanału
Dla indeksu S&P 500 obowiązuje nadal scenariusz oparty na kanale wzrostowym, w jakim indeks porusza się od końca minionego roku. Trwające przez prawie trzy tygodnie próby przełamania górnej granicy nie przynosiły powodzenia. Kłopoty posiadaczy akcji zwiastowała już sesja z poprzedniego piątku, kiedy S&P 500 mocno spadł. Nic jeszcze jednak nie było wtedy rozstrzygnięte. Słabość poniedziałkowego odbicia dawała kolejny dowód pogarszania się nastrojów. Potwierdziła go wtorkowa przecena, która sprowadziła "pięćsetkę" poniżej najważniejszego krótkoterminowego wsparcia związanego ze szczytem z pierwszej połowy stycznia. To otworzyło drogę w dół formacji kanału. Podaż nie powinna mieć teraz problemu ze sprowadzeniem indeksu w okolice 1270 pkt. Obrona tego wsparcia będzie poważnym zadaniem dla kupujących. Przełamanie dolnej granicy kanału i tym samym opuszczenie formacji miałoby bardzo negatywny wydźwięk w dłuższym terminie. Otwarta byłaby wtedy droga do ataku na górkę z lata ubiegłego roku utworzoną przy 1245 pkt.
Od kilku tygodni inwestorzy mają problem z oceną tego, czy decyzje podejmować na podstawie napływających z gospodarki sygnałów czy też na podstawie przewidywań dotyczących przyszłości. Taka alternatywa w jakimś stopniu była pochodną możliwych interpretacji sytuacji na rynku obligacji - zwyżkę rentowności można było traktować jako potwierdzenie dobrej kondycji gospodarki albo zagrożenie na przyszłość związane z negatywnym wpływem wyższych kosztów obsługi kredytów na konsumentów oraz rynek nieruchomości.
Możliwe przeciwstawne