Polski producent kosmetyków zrobił od 2003 r. spory postęp - jeszcze dwa lata temu jego strata netto wynosiła 14 mln złotych. W 2005 r. firma uzyskała pierwszy dodatni wynik od 5 lat.
W opublikowanym właśnie raporcie rocznym przedstawiła nieco gorszy wynik netto od wykazanego w raporcie kwartalnym. Wynosi on 22 tys. zł, zamiast zapowiadanych 95 tys. zł. W marcu dostaliśmy informację o upadłości naszego hurtowego klienta z Trójmiasta. Utworzyliśmy więc odpis na należności. Stąd różnica między wynikami w obu raportach - tłumaczy Przemysław Lis Markiewicz, prezes Polleny-Ewy.
Szef spółki jest umiarkowanym optymistą. - Jak na firmę, która ma obroty o wartości 34 mln zł, zysk 22 tys. zł nie może wprawiać w zachwyt. Moje ambicje są znacznie większe - mówi prezes. Szef zarządu nie wyklucza jednak, że już w przyszłym raporcie rocznym spółka wykaże 1 mln zł zysku.
Zarobienie pierwszego miliona może okazać się wyjątkowo proste. Spółka utworzyła bowiem odpis o wartości ponad 1 mln zł na przeterminowane należności. Przedsiębiorstwo walczy o te pieniądze w sądzie od początku 2004 r. Od wyroku zależy więc ich odzyskanie. Oprócz windykacji należności, szef zarządu planuje również wzrost zysków operacyjnych. - Myślę, że Pollena wypracuje 1 mln zł w tym bądź w przyszłym roku - prognozuje prezes.
W ciągu najbliższych 12 miesięcy spółka nie planuje radykalnych zmian. Prezes zarządu jest zdania, że droga, na którą wkroczyło przedsiębiorstwo, jest właściwa. - Będzie dalsze obniżanie kosztów, ewolucja marek EVA i Kanion, umocnienie obecności na rynkach wschodnioeuropejskich. Nie będzie natomiast zasypywania rynku nowymi produktami. Dla nas liczy się mocna marka i w nią inwestujemy - zapewnia prezes spółki.