Pierwsze sesja po świętach wyglądała bardzo podobnie jak ostatnie notowania przed Wielkanocą. Ton wydarzeniom nadawał KGHM. Wysokie notowania korzystnie oddziaływały na pozostałe firmy. Medialny szum wokół nowych rekordów cen ropy wyraźnie podbił też kursy firm paliwowych. Jednak w ich przypadku trudno nie zwrócić uwagi na to, że dynamika wzrostu notowań ropy wypada na razie dość blado w porównaniu z tempem ruchu w górę z dwóch poprzednich lat. Na jesieni 2004 r. oraz wiosną 2005 r. roczna zmiana przekraczała 80 proc., w czerwcu i sierpniu 2005 r. sięgała 70 proc. Teraz nieznacznie przekracza 30 proc.

Co to oznacza? Z jednej strony, można spoglądać na to jako wyraz słabości aktualnej zwyżki cen. Z drugiej, widzieć w tej sytuacji ogromne pole do jej kontynuacji. Jeśli kondycja naszego parkietu w tak dużym stopniu zależy od ceny ropy, to realizacja pierwszego scenariusza musiałaby wywołać spadek. Prawdopodobne jest, że zniżka dotknęłaby nie tylko notowania ropy, ale również metali (uwagę zwraca ponad 90-proc. roczna zmiana ceny miedzi, ostatni raz widziana dwa lata temu).

Natomiast jeśli przyjąć, że ropa ma jeszcze pole do znacznego wzrostu, to przy obecnym wyczuleniu inwestorów na kwestie związane ze stopami procentowymi i przy aktualnym poziomie rentowności obligacji na świecie ryzyko wyprzedaży obligacji, a potem akcji byłoby pokaźne. Zresztą już teraz zwraca uwagę, że ropa drożeje, a dochodowość papierów skarbowych nie idzie w dół, tak jakby można zakładać, obserwując zachowanie tych rynków w poprzednich latach. To może oznaczać, że inwestorzy zupełnie przestali się bać negatywnego wpływu wysokich cen energii na globalną gospodarkę.

Choć WIG20 pokonał maksimum z I kwartału tego roku już o grubo ponad 4 proc., to indeks sektora bankowego wciąż nie ustanowił nowego rekordu. To bardzo dobrze obrazuje obecne uzależnienie notowań na naszym parkiecie od sytuacji a rynku towarowym. W tym kontekście ustanowienie nowego szczytu przez WIG-Banki będzie można traktować jako wyraz spadku atrakcyjności firm surowcowych w oczach inwestorów, którzy uwagę skierowaliby na spółki, które w ostatnim czasie wzrosły w mniejszym stopniu.