W Warszawie nadal trwa walka między dwomiema tendencjami: reakcją na krótkoterminowo korzystny wzrost cen na rynkach surowcowych oraz reakcją na długoterminowo znacznie mniej korzystny wzrost cen na rynkach surowcowych. Wczorajsza sesja pokazała, że krótki termin jest w tej chwili ważniejszy, a na antycypację problemów przyjdzie czas później.

Sesja zaczęła się mocno, czego należało oczekiwać ze względu na poniedziałkowy wzrost na rynkach surowcowych. Ropa jest bliska swoim rekordom, złoto już bije kolejne, a miedź i srebro kreślą dynamiczną hiperbolę. Wymarzone warunki dla naszych spółek surowcowych, które mają znaczny udział w indeksie. Nie dziwią zatem kolejne jego rekordy. Parę dni temu obserwowaliśmy walkę z poziomem 3000 pkt, a dziś była szansa na pokonanie 3100 pkt. Ten wyczyn się jednak nie udał. Jednym z powodów może być rezerwa w zakupach u części inwestorów ze względu na jedną z opinii, że poziom 3150 pkt jest możliwym poziomem końca hossy.

Nauczeni wydarzeniami ostatnich miesięcy nie szukamy "możliwych" poziomów szczytów, bo tych może być wiele. Kilkakrotnie rynek "miał już tylko spadać", ale jak widać nie spada. Zauważmy, że jeśli poziom cen indeksu niemal bezpośrednio zależy od poziomu cen miedzi czy srebra to faktycznie jest bardzo trudno wyznaczyć potencjalny poziom końca naszej hossy, bo wiązałoby się to z próbami określenia poziomu końca wzrostu na tych surowcach. Problem w tym, że ich ceny kreślą hiperbole, a w tym wypadku szukanie końca ruchu jest mało rozsądne. Pozostaje nam więc obserwacja wsparć. Na razie za pierwsze z nich można uznać górne ograniczenie kanału, z jakiego kursy wybiły się po trzech miesiącach wahań. Jest on dobrze widoczny na wykresie dziennym. Zatem wsparcie mamy w tej chwili w okolicy 2850 pkt.