Na 27 kwietnia wyznaczono kolejne rozmowy polskich i ukraińskich służb weterynaryjnych. Strony spotkają się na przejściu granicznym. Polska delegacja zaprezentuje procedury, które mają wyeliminować nieprawidłowości w handlu mięsem. - Sądzę, że ukraińskie służby zaakceptują nasze propozycje. Tym bardziej że z dotychczasowych rozmów wynika, iż wina za kłopoty leży po stronie naszych sąsiadów - twierdzi Cezary Bogusz, zastępca głównego lekarza weterynarii.
Do ewentualnego zniesienia embarga polscy producenci mięsa podchodzą bez emocji. Kiedy wprowadzono zakaz, PKM Duda planował bronić się, przyspieszając inwestycje w bazę surowcową na Ukrainie. Spółka zamierzała tam kupić lub budować fermy hodowlane. Nie odwołuje tych planów. - Na początku maja jedziemy na Ukrainę oglądać farmy - mówi Roman Miler, wiceprezes Dudy. Zaznacza wprawdzie, że zniesienie zakazu znacznie ułatwi prowadzenie biznesu. - Ale bez tego też sobie poradzimy - zapewnia. Spokojni są też pozostali przedsiębiorcy z branży mięsnej. Zarówno Animex (kontroluje ponad 90 proc. akcji notowanego na GPW Ekodrobu), jak i Sokołów wysyłały na Ukrainę niewielkie ilości produkcji. Z kolei Indykpol w ogóle nie eksportuje na Wschód.