Jeszcze dwa lub trzy miesiące temu ekonomiści byli bombardowani kolejnymi informacjami świadczącymi o tym, że inflacja najprawdopodobniej pozostanie niska. Złoty zyskiwał na wartości, a ceny ropy naftowej powoli schodziły z wcześniejszych szczytów. Jakby tego było mało, ceny żywności spadały ze względu na blokadę eksportu polskiego mięsa do Rosji. Ten sielankowy nastrój nie trwał zbyt długo, a po serii pozytywnych danych, przyszedł również czas na sygnały, świadczące o możliwości szybszego wzrostu cen. Złoty osłabł, ceny ropy naftowej zaczęły bić kolejne rekordy, a eksport polskiej żywności ponownie ma szanse ruszyć do naszych wschodnich sąsiadów.
Nagromadzenie zarówno pozytywnych, jak i negatywnych czynników, utrudnia chłodną ocenę perspektyw inflacyjnych. Niewątpliwie jednak, jedyną naprawdę istotną zmianą w porównaniu z sytuacją gospodarczą sprzed dwóch-trzech miesięcy, jest wyjątkowo szybki wzrost cen ropy naftowej. Biorąc to pod uwagę, wydaje się, iż obecnie największym potencjalnym zagrożeniem dla stabilności inflacji jest możliwość dalszego wzrostu cen paliw.
Wbrew wszelkim obawom, obserwowane w 2005 i 2006 r. podwyżki cen ropy, nie znalazły odzwierciedlenia w poziomach inflacji bazowej. Wskaźnik inflacji netto w drugiej połowie minionego roku nie tylko utrzymywał się na bardzo niskim poziomie, lecz również stopniowo obniżał się. Oznacza to, że szok naftowy nie miał większego wpływu na ceny towarów nie będących nośnikami energii. Ten fakt oraz bardzo niski poziom inflacji w Polsce sprawiają, iż możliwość ewentualnego wzrostu indeksu CPI pod wpływem drożejącej ropy nie powinna, przynajmniej na razie, stanowić powodu do niepokoju.
Bardziej istotna może okazać się, często pomijana, kwestia wpływu szoku naftowego na wzrost gospodarczy. Impuls kosztowy, jakim jest gwałtowny wzrost cen energii, sprzyja nie tylko wzrostowi inflacji, lecz również może osłabiać stopień aktywności gospodarczej. Co więcej, efekt ten może mieć charakter nieliniowy - im wyższy i szybszy wzrost cen ropy, tym większe ryzyko spowolnienia gospodarczego.
Ponieważ koszty energii w ostatnich kwartałach wyraźnie wzrosły, możliwość osłabienia popytu w wyniku dalszych podwyżek cen paliw wydaje się dość oczywista. Biorąc pod uwagę, że polska gospodarka wciąż znajduje się na rozbiegu, a ożywienie w inwestycjach trudno uznać za trwałe, tego typu zagrożenia nie powinny być ignorowane. W tej sytuacji jednak warunki działania władz monetarnych trudno uznać za komfortowe. Z jednej strony ryzyko osłabienia wzrostu gospodarczego może przemawiać za obniżką stóp procentowych. Jednak, z drugiej strony, rosnąca inflacja powinna skłaniać do daleko posuniętej ostrożności w polityce pieniężnej.