- Nie spodziewamy się, aby rząd większościowy był zdolny do reformowania gospodarki, przyspieszenia prywatyzacji, liberalizacji przepisów. Ale nie oczekujemy również, aby realizował szkodliwą politykę - mówi Marcin Peterlik, ekonomista Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. - Już wielokrotnie się zdarzało, że partie populistyczne po dojściu do władzy radykalnie zmieniały poglądy. Mam nadzieję, że i tym razem tak będzie - dodaje Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes IBnGR.

Instytut szacuje, że gospodarka rozwijała się w I kwartale w tempie 4,7 proc. To nieco więcej, niż zakłada Ministerstwo Gospodarki (4,4 proc.), ale mniej niż Ministerstwo Finansów (5,2 proc.). - Opinia wicepremier Zyty Gilowskiej to urzędowy optymizm - ocenia B. Wyżnikiewicz. W kolejnych kwartałach IBnGR spodziewa się spowolnienia tempa PKB. Wynika to stąd, że w zeszłym roku gospodarka przyspieszała z kwartału na kwartał.

O 11,9 proc. powinny w pierwszym kwartale wzrosnąć inwestycje. - Przedsiębiorstwa odrabiają zaległości inwestycyjne z ostatnich lat. Sprzyja temu poprawa ich sytuacji finansowej oraz napływ pieniędzy z UE - ocenia M. Peterlik. Dynamika nakładów na środki trwałe powinna utrzymać się na poziomie ok. 10 proc. w kolejnych kwartałach. Największym zagrożeniem dla inwestycji jest niepewna sytuacja polityczna.

Instytut krytykuje przedstawione w poniedziałek przez Z. Gilowską plany rozpoczęcia rozmów w sprawie wprowadzenia euro dopiero w 2009 r. - Dobrą podstawą do wejścia Polski do ERM2, systemu przygotowującego do przyjęcia, mógłby być 2005 rok - twierdzi B. Wyżnikiewicz. Ekonomista ostrzega, że na opóźnieniu we wstępowaniu Polski do unii walutowej straci warszawska giełda. - Będziemy ostatnim krajem spośród tych, które weszły do UE w 2004 r., który nie będzie miał euro - mówi B. Wyżnikiewicz. Jego zdaniem, będzie to kłopotliwe dla inwestorów, którzy będą musieli przeliczać kursy ze złotych na euro. - Nie przekonuje mnie argument, że Wielka Brytania też ma własną walutę. Po pierwsze, jest to kraj bardzo zamożny, a po drugie, Londyn jest drugim pod względem wielkości centrum finansowym świata, po Nowym Jorku - zauważa wiceprezes IBnGR. Jego zdaniem, siła oddziaływania Polski w UE będzie mniejsza. - Trudniej nam będzie znaleźć sojuszników, bo kraje posiadające wspólną walutę będą mieć inne problemy niż my - ostrzega B. Wyżnikiewicz.