W końcu marca aktywa banków działających w trzech istniejących zrzeszeniach wynosiły niemal 36 mld zł. Do tego należy doliczyć kilkaset milionów największego w Polsce - Krakowskiego Banku Spółdzielczego, który formalnie nie należy do żadnego zrzeszenia. Suma bilansowa rosła w tempie kilkunastu procent. Największy wzrost - o 19 proc. - zanotowały banki należące do Spółdzielczej Grupy Bankowej, działającej przy Gospodarczym Banku Wielkopolskim.

W porównaniu z końcem marca ub.r. banki spółdzielcze o kilkanaście procent zwiększyły zarówno kredyty, jak i depozyty. Szybciej rosły te drugie. W dużej części wiąże się to z unijnymi dopłatami bezpośrednimi dla rolników. Pieniądze trafiają na konta bankowe, a właściciele gospodarstw mają rachunki najczęściej w bankach spółdzielczych.

Wzrostowi skali działania nie towarzyszyła jednak poprawa wyników. Wynik netto zrzeszeń był o jedną piątą słabszy niż w pierwszych trzech miesiącach ub.r. W przypadku zrzeszenia Mazowieckiego Banku Regionalnego spadek wyniósł 33 proc.

- Spadek zysków w porównaniu z I kw. ub.r. to w głównej mierze efekt zmniejszania się marży odsetkowej, czyli różnicy w oprocentowaniu depozytów i kredytów. A trzeba pamiętać, że banki spółdzielcze działają głównie na tych podstawowych produktach - stwierdził Jan Myrczek, wiceprezes BS w Katowicach. Zwrócił jednak uwagę, że wynik sektora spółdzielczego w I kw. br. przekroczył jedną czwartą całego ubiegłorocznego zysku. Zdaniem specjalisty, to pozwala mieć nadzieję, że w kolejnych kwartałach dysproporcja między bieżącym i minionym rokiem będzie się zmniejszać.

Słabszy wynik to nie tylko efekt mniejszych przychodów, ale i wzrostu wydatków. Część z nich to efekt rozwoju sieci placówek. Tak było np. w banku w podwarszawskim Raszynie. - Zysk I kw. nie był taki, jakiego byśmy sobie życzyli. Ale to wiąże się z inwestycjami. W październiku ub.r. otworzyliśmy nowy oddział. W kwietniu tego roku uruchomiliśmy filię w Pruszkowie - powiedział prezes Jan Karwatowski.