Wkrótce po podpisaniu ostatniej z umów dotyczących sprzedaży czterech firm z sektora tzw. wielkiej syntezy chemicznej rząd zwrócił się do NIK o zbadanie przeprowadzonej przez Naftę Polską prywatyzacji. Jak ustalił "Parkiet", z inicjatywą wystąpił nowy zarząd Nafty, kierowany przez Marka Drac-Tatonia. Chodziło mu o skontrolowanie prywatyzacji Zakładów Azotowych Kędzierzyn i ZA Tarnów. Niejasności co do sposobu sprzedaży Zachemu spowodowały jednak, że postępowanie obejmie wszystkie cztery firmy chemiczne.

Umowę sprzedaży Kędzierzyna i Tarnowa niemieckiej spółce PCC podpisał - na trzy dni przed opuszczeniem stanowiska - p. o. prezesa Nafty Polskiej Andrzej Madera. W piśmie do MSP nowy zarząd Nafty zwrócił uwagę na wątpliwości co do kondycji finansowej PCC. Z dokumentacji przetargowej wynikać miało, że spółka ma wysokie zadłużenie i nie będzie mogła sfinansować zakupu z własnych środków. - To nieprawda. Nie będziemy z tym mieć żadnego problemu. Nie mamy nic przeciwko kontroli NIK - zapewnia Piotr Maciejewski, doradca PCC.

Na zakup 80 proc. akcji obu firm niemiecka firma musi wyłożyć ponad 465 mln zł. Kolejne 860 mln zł mają pochłonąć inwestycje. Nafta wybrała PCC, gdyż firma ta zaoferowała najwyższą cenę. Jednym z konkurentów Niemców w przetargu był Anwil, należący do grupy PKN Orlen.

W piśmie do MSP obecne kierownictwo Nafty zaznacza, że pod koniec marca Anwil zadeklarował, że kupi obie firmy na takich samych warunkach jak PCC. Formalnie Nafta nie mogła jednak rozpatrzyć tej propozycji, gdyż w tym czasie wyłączność na rozmowy mieli Niemcy. - Oficjalnie do tej pory nie otrzymaliśmy informacji, że nasza oferta nie będzie brana pod uwagę - podkreśla rzecznik grupy Orlen Dawid Piekarz. - Gdyby okazało się, że Kędzierzyn i Tarnów znów są na sprzedaż, bylibyśmy zainteresowani.

O tym, czy tak się stanie, dowiemy się prawdopodobnie w połowie roku. Ministerstwo we wniosku do NIK zwróciło się o zakończenie kontroli do połowy czerwca.