145,24 punktu. Po świetnej piątkowej sesji tylko tyle dzieli amerykańską średnią przemysłową Dow Jones od historycznego rekordu z 14 stycznia 2000 roku. Przeliczając, to 1,25 proc.
Jeśli inwestorzy na Wall Street nie stracili przez weekend ochoty do zakupów, rekord może pęknąć już dziś. Wystarczy powtórzyć piątek - z malutkim naddatkiem. W piątek wskaźnik zyskał 1,2 proc.
W ostatnich tygodniach o świetnej koniunkturze na amerykańskich giełdach decydowały głównie znakomite rezultaty finansowe spółek. Aż 67 proc. spośród 429 wchodzących w skład S&P 500 (ten indeks też jest najwyżej od lat, ale do rekordu brakuje mu jeszcze kilkunastu proc.), które zdążyły już przedstawić sprawozdania za pierwszy kwartał, pochwaliło się wynikami lepszymi od oczekiwań ekspertów. Wprawdzie jest regułą, że większa część amerykańskich korporacji podaje dane przewyższające prognozy, ale odsetek jest tym razem bardzo wysoki. Na przestrzeni ostatnich lat dane lepsze od przewidywań prezentowało średnio 57 proc. firm.
W piątek największy wpływ na rynek miała publikacja raportu z rynku pracy. W sektorach pozarolniczych przybyło w kwietniu w USA tylko 138 tysięcy etatów, zamiast spodziewanych 200 tys. Co to oznacza? Ano to, że Fed stracił jeden z argumentów na rzecz wydłużenia cyklu podwyżek stóp.
Sezon raportów finansowych firm się kończy i inwestorzy więcej uwagi poświęcą między innymi właśnie polityce monetarnej. Wszyscy czekają na przerwę w podwyżkach stóp, które idą w Stanach górę nieprzerwanie od dwóch lat. Fed zbiera się w środę i bez wątpienia znów je podniesie o 25 pkt bazowych. Nie to będzie najważniejsze. Ważniejsza będzie treść komunikatu. Jeśli pojawi się sygnał, że w czerwcu stopy pozostaną bez zmian, Wall Street z pewnością rzuci się na akcje. Może rekord Dow Jonesa padnie właśnie w środę? Jeśli Fed nie zawiedzie, chyba tylko zamieszanie związane z konfliktem wokół Iranu może zaszkodzić akcjom.