Tim Duncan, lider zeszłorocznych mistrzów NBA, drużyny San Antonio Spurs, zapadł mi w pamięć za sprawą rzutów o tablicę oddawanych pod kątem 45 stopni. To taka niepozorna, ale w jego rękach bardzo skuteczna akcja, stanowiąca podstawę niebywałej regularności tego koszykarza. Podobnie jest z trendem wzrostowym na wykresie S&P 500 - bez większych fajerwerków, ale prawdopodobnie najważniejszy światowy indeks regularnie bije rekordy. Pod koniec zeszłego tygodnia doszło do pewnego przełomu - oto po krótkiej konsolidacji S&P 500 zaczął iść w górę nieco szybciej niż zwykle. Ustanowił kilkuletnie maksimum, roczna stopa zwrotu sięgnęła 15 proc. Początek poniedziałkowej sesji przyniósł realizację zysków, ale rozmiary spadku S&P 500 były niewielkie. Jeśli sytuacja nie pogorszy się do końca notowań, to być może unikniemy obowiązującego od ponad roku schematu, w którym każde przyspieszenie zwyżki prowadziło do szybkiego załamania fali wzrostowej. Na marginesie - Tim Duncan w niedzielę również wybił się ponad swoje tegoroczne osiągnięcia. Zdobył 31 punktów i poprowadził drużynę SAS do zwycięstwa w pierwszym meczu drugiej rundy playoff nad Dallas Mavericks.
Czy przyspieszenie S&P 500 ma szansę przełożyć się na sytuację krajowego rynku akcji? Przestrzegałbym w tym miejscu przed nadmiernym optymizmem. Różnica między rocznymi stopami zwrotu WIG20 i S&P 500 jest rekordowo duża, zatem szybsza zwyżka za Atlantykiem zmniejszy jedynie relatywne przewartościowanie krajowych akcji. Jednym słowem, kolejne rekordy S&P 500 nie muszą spowodować przyspieszenia trendu wzrostowego na wykresie
WIG20. Wątpliwości wokół trendu wzrostowego na węgierskim rynku akcji, mimo wczorajszego spadku, rozstrzygają się na korzyść byków. Po piątkowym rekordzie BUX roczna zmiana tego indeksu sięgnęła 58 proc. i była najwyższa od pół roku. Krótkoterminowa linia trendu wzrostowego wyznacza wsparcie na 24,5 tys. pkt.