Na 25 ostatnich sesji aż 16 przyniosło rekordowe wartości indeksu WIG. W ostatnich 12 miesiącach wskaźnik wzrósł prawie 75 proc., zatem wczorajsze notowania uznać można za naturalną w takiej sytuacji realizację zysków. W przeszłości równie wysoka roczna zmiana WIG była na przykład w marcu 2000 roku, kiedy kończyła się internetowa hossa, czy w marcu/kwietniu 2004 roku, kiedy dyskontowaliśmy wejście do Unii. W pierwszym przypadku konsekwencje załamania rynku akcji były bardzo bolesne, w drugim na ponad rok tempo hossy znacznie spadło.

Wczorajsze notowania również miały pewne znamiona przesilenia, zastrzegam jednak z góry, że tylko w perspektywie krótkoterminowej. Kilka spółek ucierpiało całkiem mocno, co stawia pod znakiem zapytania ich udział w hossie, przynajmniej w tym momencie. Z firm, które mają istotny wpływ na wartość głównych warszawskich indeksów, mam na myśli przede wszystkim PKN Orlen i TP. W poniedziałek z trudem poszły w górę, we wtorek ich kursy znacznie się obniżyły przy wyższych niż dzień wcześniej obrotach. W miarę bez szwanku wyszły z wczorajszej przeceny liderzy rynku: banki i KGHM (biorąc pod uwagę skalę wcześniejszego wzrostu ponad 3-proc. spadek nie jest duży).

Ważna będzie dzisiejsza sesja. Dalszy spadek WIG20 sprawi, że ponownie uwzględnić trzeba będzie scenariusz zakładający przecenę aż do najbliższej linii trendu, zbliżającej się w tej chwili do 2,9 tys. punktów. W perspektywie dłuższej niż kilka tygodni zakładać można kontynuację hossy. Decydującym czynnikiem jest tutaj tracący na wartości dolar, który neutralizuje rosnącą rentowność amerykańskich obligacji. Być może przy rentowności 10-letnich papierów dłużnych, która przekracza 5 proc., chętnych na kupno tych instrumentów byłoby sporo, to jednak odstrasza ich trend spadkowy dolara. Wykres Dollar Index, pokazujący notowania USD w odniesieniu do koszyka sześciu walut, jednoznacznie sugeruje kontynuację dotychczasowej tendencji.

Nie wiem, czy dzisiejsze posiedzenie amerykańskich władz monetarnych jest w stanie coś tutaj zmienić.