Cena miedzi po raz pierwszy przekroczyła wczoraj w Londynie barierę 8000 USD za tonę. O cenowym szaleństwie na tym rynku przesądzają coraz częstsze informacje o zmniejszeniu dostaw.
Spory płacowe i kłopoty techniczne spowodowały spadek produkcji w kilku kopalniach od Meksyku po Indonezję. W rezultacie kurczą się zapasy miedzi monitorowane przez największe giełdy, a to wszystko powoduje, że od początku roku jej cena wzrosła już o 82 proc.
BHP Billiton, największa na świecie spółka wydobywcza, poinformowała w miniony czwartek, że jej dostawy będą ograniczone aż do 2008 r. Tego samego dnia Barclays Capital opublikował raport przewidujący, że ceny miedzi nadal mogą rosnąć właśnie dlatego, że ich rekordowy poziom na razie nie powoduje zwiększenia produkcji. Do zakłóceń po stronie podaży dochodzi w czasie wzmożonego popytu na miedź wynikającego z szybkiego rozwoju światowej gospodarki, a zwłaszcza chińskiego przemysłu.
W niesłychanym tempie rosną zresztą ceny nie tylko miedzi i innych metali, ale również ropy naftowej czy cukru. Surowcowa hossa przyciąga na rynek coraz więcej pieniędzy funduszy emerytalnych i hedgingowych. Zwrot z inwestycji w surowce jest bez porównania większy niż w inne aktywa. Inwestorzy spekulacyjni wydają się przekonani, że ceny surowców nadal będą rosły. Inwestycje funduszy w surowce do 2008 r. mają zwiększyć się o połowę, do 120 mld USD. Na wczorajszej sesji kurs akcji KGHM wzrósł o 1,57 proc.