Giełdowe indeksy nie mogą bez końca rosnąć, zwłaszcza w zawrotnym tempie. O tej banalnej prawdzie wielu ciułaczy w ostatnim czasie zapomniało. Przebudzenie, choć nie jest dramatyczne, do najmilszych też nie należy: przesądził o tym mocny poniedziałkowy spadek kursów akcji, wczoraj kontynuowany. Czy to oznacza trwałe pogorszenie giełdowej koniunktury? Niekoniecznie. Może to być równie dobrze tylko otrzeęwienie w ramach długiego i upojnego marszu w górę.

Bardzo szybkie tempo wzrostu zawsze jest niebezpieczne. Surowce nie mogą drożeć bez końca - bo kto by je kupował. Wartość spółek, zarówno "surowcowych" jak i innych, nie może się całkiem oderwać od rzeczywistości - bo kto by chciał je mieć w portfelu. A Skotan na "biodopalaczu"? Siła ciążenia wcześniej czy później da znać o sobie.

Moim zdaniem, pora odsapnąć. Mali inwestorzy, zapatrzeni w małe firmy, nie chcą się z tym pogodzić. Dla niektórych może się to źle skończyć. Ostatecznie jednak ryzykują na własne życzenie i na własny rachunek. Przerwa w podróży nie oznacza jeszcze, że rynek się cofa, zawraca. O tym, że sytuacja nie jest zła, świadczy wczorajszy debiut (czytaj obok). Wielka szkoda, że polskie przedsiębiorstwa się zagapiły i zamiast czerpać pieniądze z giełdy pełnymi garściami, czekają nie wiadomo na co. Lepszej okazji nie będzie. Kapitał jest tani i chętny. Wymaga tylko trochę zainteresowania.

Nowi akcjonariusze Domu Obrotu Wierzytelnościami Cash Flow mieli wczoraj pewnie dobre humory. Mogliby je mieć także właściciele innych firm , którzy poszliby w ślady Cash Flow. Wtedy i starzy giełdowi wyjadacze nie byliby w złych nastrojach.