Wileńska gazeta pisze, że premier Algirdas Brazauskas, który dotychczas nie chciał nawet słyszeć o Orlenie, jako inwestorze w Możejkach, tuż przed wyjazdem na urlop do Grecji, zmienił zdanie i zgodził się na sprzedaż rafinerii Polakom. Zdaniem "Lietuvos Rytas", jeśli nawet A. Brazauskas faktycznie zgodził się na Orlen, nie wiadomo, czy obietnicy dotrzyma. Dotychczas bowiem bardzo często zmieniał zdanie w sprawie Możejek.
Przypomnijmy, że na początku tego tygodnia prezes Orlenu Igor Chalupec mówił o intensywnych negocjacjach, jakie w sprawie litewskiej spółki prowadził w ostatnich dniach płocki koncern. Wyraził również nadzieję na to, że niebawem będzie można zakomunikować, jakie rezultaty osiągnięto.
Konkurencja nie śpi
Wileńska gazeta twierdzi, powołując się na anonimowe źródła, że pełnomocnicy właścicieli Jukosu są nadal w bardzo dobrej komitywie z przedstawicielami kazachskiego koncernu KazMunajGaz, który podobnie jak Orlen zabiega o Możejki. Nie można więc wciąż wykluczyć, że nawet gdyby doszło do polsko-litewskiego porozumienia, PKN nie przejmie rafinerii. Pakiet 53,7 proc. akcji spółki, który należy teraz do Jukosu, mógłby bowiem trafić bezpośrednio w ręce Kazachów. Co naturalne, Litwini starają się na sprzedaży rafinerii polskiemu inwestorowi jak najwięcej ugrać. I nie chodzi tylko o cenę w gotówce (mówi się, że Orlen za pakiet ponad 94 proc. akcji Możejek zadeklarował ponad 2,6 mld USD) ani obiecane inwestycje w zakład (kolejny 1 mld USD). Podobno stawiane są dodatkowe warunki. Chodzi o uzyskanie zgody naszego kraju na budowę mostu energetycznego z Litwy. Polska od ponad dziesięciu lat blokuje realizację strategicznej z punktu widzenia naszych sąsiadów inwestycji - połączenia sieci energetycznych Europy Środkowej i Zachodniej.
Co z tą dywidendą?