Analitycy zajmujący się rynkiem pierwotnym nie mają wątpliwości: przyszłość będzie należeć do firm z rynków wschodzących. Wprawdzie w zeszłym roku liderem wciąż były Stany Zjednoczone, gdzie wchodzące na giełdę spółki zebrały od inwestorów 33 mld USD, lecz tuż za nimi znalazły się Chiny, z ofertami pierwotnymi wartymi 24 mld USD (15-proc. udział w globalnym rynku IPO). Rosja była ósma. Tamtejsze spółki za swoje akcje uzyskały 4,9 mld USD.
Smok atakuje...
W Chinach właśnie ruszyły zapisy na akcje drugiej co do wielkości instytucji finansowej - Bank of China. Wartość oferowanych papierów ma sięgnąć 9,9 mld USD. To więcej niż w przypadku zeszłorocznej, wartej 9,2 mld USD, oferty publicznej China Construction Bank.
Zainteresowanie akcjami Bank of China jest ogromne. Mają być sprzedawane inwestorom instytucjonalnym i indywidualnym. W Hongkongu na zapisy w kilkusetmetrowych kolejkach ustawiają się tysiące ludzi. Organizatorzy sprzedaży zapowiadają, że jeżeli popyt okaże się wysoki, zwiększą wartość oferty nawet o 15 proc., do 11,4 mld USD. Jest to bardzo prawdopodobne, bo już wiadomo, że udziałów będzie za mało. - Każdy może liczyć na 2-3 proc. walorów, na które się zapisał - powiedział agencji Bloomberga Horace Kwan, prezes Celestial Securities z Hongkongu.
Zaraz za Bank of China pojawią się kolejne oferty publiczne. Po roku zniesiono w Państwie Środka restrykcje dotyczące emitowania papierów. Zakaz obowiązywał, bowiem władze bały się dekoniunktury na rynku w czasie, gdy wprowadzały do obrotu należące do państwa akcje spółek za ok. 200 mld USD. Do załamania nie doszło, chińskie indeksy giełdowe należą ostatnio do najlepszych na świecie.