Na wczorajszej sesji podaż została wyhamowana. Trudno ocenić czy było to bardziej związane z dotarciem WIG20 do psychologicznej bariery 3000 pkt, czy też wiązało się ze skalą przeceny z ostatniego dnia, która w najgorszym momencie czwartkowych notowań wynosiła ponad 10 proc. Tak czy inaczej rynek znalazł się w miejscu, gdzie można oczekiwać poprawy sytuacji. Przy 2955 pkt wypadają szczyty z I kwartału, przebiega linia rocznej tendencji zwyżkowej, wypada 61,8-proc. zniesienie dwumiesięcznego ruchu w górę, zapoczątkowanego w pierwszej połowie marca. Dodatkowo skala spadku jest podobna jak przy poprzednich korektach. To powinno zachęcić do kupowania akcji, a przynajmniej ograniczyć podaż. Wydaje się, że w najbliższych dniach można raczej liczyć na to drugie, co będzie raczej prowadzić do utworzenia konsolidacji niż wyraźnego odbicia.

Punktem odniesienia dla oceny aktualnej siły rynku byłoby właśnie ewentualne odbicie. Z drugiej strony jest nim skala przecen podczas poprzednich korekt hossy. Jeśli teraz zniżka okazałaby się silniejsza niż we wcześniejszych przypadkach, byłby to powód do dużego zaniepokojenia. Uwagę przy tym zwraca to, że z tak silną wyprzedażą mamy do czynienia, choć ostatni ruch w górę był najkrótszy i najsłabszy w ramach trwającej od maja 2005 r. fali wzrostowej.

Równocześnie trzeba pamiętać, że głównym powodem wyprzedaży na naszym parkiecie jest pogorszenie nastrojów na światowych giełdach. W związku z tym trzeba liczyć się z tym, że w dalszym ciągu będzie on pod wpływem globalnej koniunktury. Jeśli tak, to powodów do optymizmu nie ma zbyt wielu. S&P 500 "za jednym zamachem" spadł poniżej bardzo istotnej bariery, jaką wyznacza dolna krawędź formacji kanału, w jakiej porusza się od końca minionego roku. To bardzo silny sygnał sprzedaży, mogący w dalszej perspektywie zapowiadać korektę całej trzyletniej hossy. Jego znaczenie jest tym większe, że towarzyszyły mu bardzo duże jak na ostatnie czasy obroty. Wczorajszą poprawę klimatu można traktować jako ruch powrotny po przełamaniu wsparcia. Na koniec spadku przyjdzie jeszcze poczekać.