Euronext jest sztandarowym przykładem konsolidacji wśród operatorów rynków papierów wartościowych. Powstał w 2000 r. z połączenia parkietów w Paryżu, Amsterdamie i Brukseli. Z czasem wchłonął giełdę w Lizbonie i rynek terminowy Liffe w Londynie. Wszystko wskazuje, że także najnowsza fala konsolidacji go nie ominie.
Ameryka zamiast Wysp
Jean-Francois Theodore, prezes giełdowego sojuszu, myślał o Londynie, ale już przestał. London Stock Exchange, największa giełda akcji na Starym Kontynencie, w jednej czwartej jest już własnością amerykańskiej giełdy Nasdaq. Amerykanie dogadali się bezpośrednio z jej największym akcjonariuszem i przejęli 15 proc. udziałów. Nasdaq sukcesywnie zwiększa zaangażowanie, zamykając drzwi przed rywalami.
Mimo porażki w staraniach o LSE, Euronext wciąż ma otwartych wiele furtek. Jean-Francois Theodore prowadzi równoległe negocjacje z szefami innych liczących się giełd na świecie. - Rozmowy o konsolidacji postępują szybko i toczą się z kilkoma partnerami - podał giełdowy alians w czwartkowym komunikacie.
Parę dni temu dziennik "Wall Street Journal" ujawnił, że Theodore gościł w Paryżu Johna Thaina, szefa NYSE Group, spółki prowadzącej giełdę nowojorską, i sam miał złożyć w Nowym Jorku rewizytę. Cel spotkań: omówienie fuzji obu instytucji. Według najbardziej prawdopodobnego scenariusza, ze scalenia obu podmiotów powstałaby nowa spółka z siedzibą w Nowym Jorku. Plan połączenia został podobno poddany pod ocenę AMF, czyli francuskiego nadzoru finansowego, oraz tamtejszego ministerstwa skarbu.