Dobrze, że to spekulacyjne szaleństwo choć na chwilę zostało przerwane. Wielu analityków, trochę przedwcześnie, co jest charakterystyczne dla tak silnej hossy, prognozowało załamanie tej fali wzrostowej widząc pojawiające się zagrożenia i negatywne informacje spływające na rynek. Dopiero ostatni tydzień przyniósł realizację czarnych scenariuszy.
Koniec łatwych zysków
Z doświadczenia powiem, że w dłuższym terminie każdemu wyjdzie to na dobre, nawet jeśli w ostatnim tygodniu stracił część zainwestowanych pieniędzy. Jeśli bowiem tak się stało, znaczy że w swoim giełdowym życiorysie nie ma wpisanej hossy z 1994 roku oraz późniejszej bańki internetowej i nie wie kiedy zacząć przedkładać ochronę kapitału nad żądzę zysków. Inwestowanie na tak silnie spekulacyjnym rynku hossy uczy wielu inwestorów bardzo złych nawyków - przyzwyczaja do płytkich korekt, stwarza pokusę inwestowania coraz większych aktywów, tworzy przekonanie o nieuchronności kontynuacji wzrostów i strach przed ich ominięciem, oraz zupełnie znieczula na wszelkie sygnały ostrzegawcze.
Osoby zawodowo związane z rynkiem akcji patrzą na problem raczej odwrotnie. Jednocześnie z postępują euforią są skłonni zmniejszać ekspozycję na ryzyko, nawet kosztem ponadprzeciętnych zysków, a pojawiające się zagrożenia trzeba też ze sobą zestawiać, a nie traktować każde z osobna, co ułatwia ich ignorowanie w krótkim terminie. O tym które podejście do rynku jest lepsze niech świadczy fakt, że wciąż ci sami koledzy z "branży" na giełdzie walczą już ponad 10 lat i rynek na tarczy ich jeszcze nie wyniósł. Wspominam o tym ku przestrodze, bo wiele czynników wskazuje, że era łatwych zysków na pewien czas się skończyła i podejście do giełdy trzeba będzie zmienić na bardziej profesjonalne (mniej spekulacyjne), które pozwoli chronić kapitał i zarabiać nie tylko w czasie euforycznych wzrostów, ale też na każdym etapie dowolnego trendu. A to już tak proste nie jest.
Trzeba też pamiętać, że giełdowe równanie w ostatnich latach przestało być równaniem z jedną niewiadomą. W dużym uproszczeniu mówiąc, kiedyś były nią zyski spółek i pod to wszyscy grali. W tej chwili rynek zależny jest w jeszcze większych stopniu od koniunktury na zagranicznych parkietach, od napływu środków do globalnych i rodzimych funduszy inwestycyjnych, cen surowców, cyklów koniunkturalnych, polityki, czy choćby tylko wahań na rynkach walutowych etc. Każdy z tych czynników jest w stanie w danej chwili samodzielnie zdeterminować koniunkturę na GPW, ale analizować na bieżąco trzeba wszystkie. Opisywanie zagrożeń wynikających z poszczególnych czynników trzeba jednak traktować nie jako sygnał np. sprzedaży, ale tylko jako rosnące ryzyko odwrócenia trendu. Sygnał sprzedaży generuje dopiero rozpoczęcie samego spadku cen.